poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 13


                                                                              MUSIC

Zayn po powrocie do domu był wyczerpany jak nigdy. Jego koszulka była mokra od potu, jego twarz wyglądała jak kamienna maska, zakrywająca wszystkie uczucia. Kiedy Ed zobaczył w jakim stanie jest jego przyjaciel, zamarł w bezruchu i po prostu na niego patrzył. Jeszcze nigdy nie było z nim tak źle. Chciał od razu iść do pokoju, ale rudzielec mu na to  nie pozwolił. Kazał mu wejść pod prysznic i odprężyć się choć przez moment. Wiedział, że to mu pomoże.

W domu było potwornie cicho, Harry gdzieś wyszedł, a Ed siedział po turecku na sofie w salonie i nastrajał gitarę, czekając aż Zayn wyjdzie z łazienki. Brunet w tym czasie stał pod prysznicem, a gorąca woda spływała po jego ciele, przynosząc ze sobą uczucie ulgi. Każda kolejna kropelka, odbijająca się od jego skóry, koiła jego nerwy, sprawiała, że czuł się lepiej. Kiedy Ed wygnał go pod prysznic, poszedł też do jego pokoju po jakieś ubrania, które później wrzucił mu do łazienki.

Z gardła Zayna wyrwało się ciche westchnienie i jednym ruchem ręki wyłączył natrysk, po czym wyszedł z kabiny ociekając wodą, która stygła na jego skórze i powodowała pojawienie się gęsiej skórki. Najszybciej jak tylko potrafił wytarł swoje ciało i ubrał się w przyniesione przez Eda ciuchy. Wysuszył nieco włosy, żeby woda nie kapała mu na koszulkę i wyszedł z łazienki, zostawiając otwarte drzwi, żeby para ulotniła się z pomieszczenia.

Już kładł rękę na klamce od drzwi, prowadzących do jego pokoju, kiedy Ed kazał mu do siebie przyjść. Nie chciał z nim rozmawiać, nie teraz, kiedy czuł się tak beznadziejnie. Jednak wiedział, że Ed nie odpuści. Z wymalowanym na twarzy smutkiem, podszedł do niego i siadł obok w milczeniu. Rudzielec nabrał powietrza w płuca.

-Zayn –zaczął tak, jak  niemalże każdą poważną rozmowę, która kiedykolwiek odbyła się między nimi. – Wiem, że masz w zwyczaju wtrącać swoje trzy grosze, ale teraz proszę cię o to, żebyś się zamknął i wysłuchał co mam ci do powiedzenia. – Brunet przytaknął, po czym odchylił głowę w tył i zamknął oczy, co miało pomóc mu skoncentrować się na słowach Eda. – Było już z tobą wszystko w porządku, zachowywałeś się normalnie, zacząłeś żyć i komunikować się z ludźmi w pracy. Wiesz, cieszyłem się jak debil, że w końcu wszystko wraca do normy, ale znowu jest źle. I kiedy byłem sam w domu zastanowiłem się co takiego się stało, że znowu staczasz się na samo dno… - Zayn podniósł się i chciał coś powiedzieć, ale Ed mu na to nie pozwolił – Zamknij się, powiedziałem. – Posłusznie zacisnął wargi. – I doszedłem do wniosku, że wszystko zaczęło się zmieniać od kiedy poznałeś Nathana… Nie wiem czy to źle, czy wręcz przeciwnie, nie wiem czy to właśnie on pomoże ci stanąć na nogi, ale póki co cię pogrąża i… martwię się o ciebie mały.

Zayn nie wiedział co ma powiedzieć. Po prostu.. Słowa Eda tak idealnie trafiły w samo sedno, że zacisnął z całej siły dłonie i pochylił się, tak samo jak to robił kiedyś, kiedy jego życie legło w gruzach. Ed odłożył gitarę na bok i przysunął się bliżej, po czym tak po prostu go przytulił. Był najlepszym przyjacielem Zayna, pierwszym, który dowiedział się o jego orientacji i jedynym, który wspierał go przy podejmowaniu każdej decyzji. Nie był dużo starszy, ale Zayn miał w nim oparcie i pomoc, niezależnie od tego, co się działo.

-Kocham cię, stary –wymamrotał brunet, chowając się w objęciach Eda.

-Ja ciebie też, ja ciebie też.

Ed kołysał nimi delikatnie, pozwalając Zaynowi całkowicie się uspokoić. Ale ten nieoczekiwanie zaczął mówić, chowając twarz w koszulce Eda, przez co dźwięk był odrobinę zagłuszony.

-Wiesz.. Kiedy wyszedłem z imprezy. Spotkałem się z Nathanem. Przyjechał do mnie, rozmawialiśmy, powiedziałem mu, że chcę go bliżej poznać.. I później zrobiłem coś, czemu powinienem zapobiec.. –zamilkł na moment, co Ed wykorzystał.

-Pocałowałeś go, prawda? – zapytał szeptem.

Zayn pokiwał głową. –On pierwszy zaczął się do mnie zbliżać, ale to ja pokonałem ostatnie dzielące nas centymetry, powinienem się od niego odwrócić. Boję się, że to wszystko się powtórzy.

Ed objął go mocniej. I pomyślał, że zrobi wszystko, żeby to się nie powtórzyło. Nie pozwoli, żeby ktokolwiek go skrzywdził. Zayn był zbyt kruchy, żeby go jeszcze na coś narażać. Był potwornie drogą, chińską porcelaną, która przy nawet najdelikatniejszym nacisku pękała, a złożenie jej w całość graniczyło z cudem.

-Wszystko będzie okej, uwierz mi.. – Wymamrotał całując Zayna w czoło.


Na szczęście nie było zimno, bo Nathan założył na siebie koszulkę z krótkim rękawym i gdyby było kilka stopni mniej, pewnie by zmarzł. Pogoda zmieniła się cholernie szybko. Jeszcze kilka dni wstecz, wszyscy mogli cieszyć się cudownymi promieniami słonecznymi, a teraz? Słońce najwyraźniej wzięło sobie kilkudniowy urlop, ale w końcu miał tylko odwiedzić Tesco z Jay’em i wrócić do domu, więc nie musiał zakładać bluzy. Kiedy jego przyjaciel usiadł obok, na miejscu kierowcy, od razu wiedział, że coś jest nie tak. Zacisnął szczęki i nie spuszczał wzroku z skoncentrowanej twarzy chłopaka.

-Jay, co jest? – zapytał zanim zdążył się ugryźć w język.

Jego przyjaciel i zamyśleniu oblizał wargę i przekręcił kluczyk w stacyjce. Zachowywał się tak, jakby Nathan w ogóle się nie odezwał. Szatyn nie ustąpił. Szybkim ruchem sięgnął po kluczyk i zgasił warczący silnik Jeepa.

-Gadaj co jest, inaczej się stąd nie ruszymy. – Powiedział odrobinę rozeźlony.

James westchnął cicho i podniósł wzrok na swojego przyjaciela. Nathan miał wrażenie, że błękitne oczy chłopaka starają się wyczytać coś, cokolwiek z jego zdenerwowanego wyrazu twarzy. W tej chwili, kiedy widział jak Jay zbiera się do wyznania, nie chciał już wiedzieć, co ten ma mu do powiedzenia.

-Nath.. Poskładałem sobie to wszystko do kupy.. i no – zaciął się na moment, po czym wbił wzrok w widok za przednią szybą i kontynuował. – Chciałbym wiedzieć kim ty tak naprawdę jesteś. Znamy się szmat czasu, a ty jeszcze nie wyszedłeś z szafy.

W gardle szatyna pojawiła się ogromna klucha, której nie dało się przełknąć. Przygryzł wargę. Odpowiedział dopiero wtedy, kiedy James spojrzał mu w oczy.

-Czy to, że przyznam się, że jestem biseksualny coś zmieni? Sprawi, że odsuniesz się ode mnie? – zapytał zachrypniętym od stresu głosem. Jay pokręcił głową i Nathan zrozumiał, że on nie ma nic przeciwko jego orientacji seksualnej. – Nie miałem pojęcia, że kręcą mnie faceci – wyszeptał szczerze. – Dopóki nie poznałem Zayna, wiesz.. czasami wydaje mi się, że on potrzebuje bardziej pomocy, niż ja. Sprawia wrażenie osoby po przejściach jeszcze gorszych niż moje. Nie potrafię zrozumieć jego zachowania, najpierw jest miły i czuły, a za chwilę taki zimny. Cholera, po co ja ci to mówię – Nathan schował twarz w dłoniach i pokręcił energicznie głową, żeby odepchnąć to przytłaczające go uczucie.

Poczuł jak silna dłoń Jamesa gładzi go delikatnie po plecach. Chlipnął cicho i zebrał się w garść, żeby na niego spojrzeć.

-Musisz z nim porozmawiać, dowiedzieć się więcej. Wiem, że nie lubisz dociekać prawdy o kimś, wolisz jak mówią sami o sobie, jak wyjawiają ci swoje sekrety, ale Nath, może on nie potrafi się na to zdobyć? Może te jego przeżycia nie pozwalają mu zaufać?

Ponownie przygryzł wargę, próbując przetrawić słowa chłopaka. Może miał racje? Może z Zaynem dzieje się coś… w środku. Westchnął cicho i pocierając odrobinę skostniałe dłonie odezwał się  niemalże szeptem.

-Porozmawiam z nim. – Na twarzy Jay’a pojawił się uśmiech. – Ale.. proszę nie mów nic chłopakom o tym, że jestem…

-Nie bój się, nie powiem.

Nathan uśmiechnął się smutno i usiadł wygodniej w fotelu, czekając aż, Jay odpali silnik i odjadą spod domu. Miał nadzieję, że James już skończył z tym tematem, że powiedział mu już wszystko, co zamierzał. Jednak po kilku minutach milczenia, na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmiech i spojrzał na szatyna z błyskiem w oku.

-Całowaliście się już? – zapytał, a Nathan w tej chwili pragnął zapaść się pod ziemię. Poczuł buchające w jego policzki ciepło i ze zdziwieniem przyłożył rękę do nawiewu, żeby sprawdzić, czy Jay nie włączył czasami ogrzewania, jednak z kratki nie wydostawało się żadne powietrze – To oznacza, że tak – zachichotał cicho, kuląc się na siedzeniu. Nathan przyglądał się ze zdziwieniem chłopakowi siedzącemu za kierownicą i zszokowany stwierdził, że James zdaje się lubować w ploteczkach. Dotychczas, rzadko rozmawiał z nim na temat ludzi, z którymi był blisko, bo tak naprawdę z nikim nie był blisko. Z nikim, poza chłopakami z zespołu i własną rodziną. – Hej, nie musisz się wstydzić.. To normalne, że całujesz się z osobą, która ci się podoba.

Nathan czuł, że jego policzki przypominają barwą dojrzałego pomidora, ale nie mógł nic na to poradzić. Miał wrażenie, że zaraz spłonie ze wstydu, a Jay mu tego nie ułatwiał, nucąc pod nosem głupawe piosenki o zakochanych. Żeby dać mu do zrozumienia, że nie rusza go takie zachowanie, przewrócił tylko oczami, jednak nie wyszło to zbyt przekonująco, bo chłopak z burzą loków na głowie, parsknął głośnym śmiechem i żeby jakoś zapanować nad rechotem, uderzył kilka razy w kierownicę.

Poczuł, że telefon znajdujący się w jego kieszeni wibruje. Uśmiechnął się pod nosem i wydostał aparat i zamarł na moment, czytając wiadomość.

Od: Zayn
musimy porozmawiać z.

___________________________________________
Trololololo xD no to tym razem ja kończę w niezbyt odpowiednim momencie.. mam nadzieję, że mnie za to nie zabijecie ! ;D 

No poza tym! Jestem w szoku z powodu ilości komentarzy pod poprzednią notką, chociaż w sumie.. Emma wymiata, więc nie powinno mnie to aż tak bardzo dziwić : )

JEŚLI CHODZI O LIEBSTER AWARDS, NAJPRAWDOPODOBNIEJ TO JA BĘDĘ ODPOWIADAĆ NA PYTANIA, ALE AKTUALNIE NIE MAM CZASU, ŻEBY DO NICH PRZYSIĄŚĆ I NA NIE ODPOWIEDZIEĆ ;<

NA KONIEC, ZAPRASZAM WAS NA MOJEGO SHOTA Z GARRY'M xD KLIK . NA WŁAŚNIE TYM TUMBLRZE BĘDĄ PUBLIKOWANE MOJE KOLEJNE SHOTY I OPOWIADANIE Z LARRY'M, KTÓRE JEST W TRAKCIE TWORZENIA ! ;D

I "do zobaczenia" XD 


poniedziałek, 19 listopada 2012

Rozdział 12



MUSIC




Harry obudził się z ogromnym kacem, który ogarnął jego ciało zanim ten zdążył zorientować się gdzie jest, w jakiej pozycji spał przez ostatnie cztery godziny i co zrobił poprzedniej nocy. Uniósł głowę powoli, jakby bojąc się, że eksploduje od nadmiaru… wszystkiego, chyba. Zmrużył oczy, które reagowały nawet na najmniejszy przebłysk światła i zaklął pod nosem, gdy poruszył ścierpniętą do granic możliwości nogą, powodując, że przeszedł wzdłuż niej nieprzyjemny, balansujący na granicy bólu, prąd.

Rozejrzał się wokół i dotarło do niego, że jakimś cudem znajduje się w swoim pokoju, w mieszkaniu, które dzielił ze swoimi współlokatorami, Zaynem i Edem. Ale, za chiny ludowe nie potrafił sobie przypomnieć, w jaki sposób znalazł się na małym łóżku. Czy ktoś do jasnej cholery jest mu to w stanie wytłumaczyć?!

Harry zamarł, gdy po chwilowym przypływie adrenaliny i złości, w jego umyśle rozlały się zmazane i wyolbrzymione sceny z wczorajszego wieczoru. Nie był wcale zadowolony, że były one zamglone, chwilami przekształcające się w ciemną plamę. O nie, to oznaczało tylko jedno… wypił za dużo. Zdecydowanie za dużo. Co prawda miał mocną głowę, ale gdy tylko zobaczył, co zrobił Niallowi…

Fala wspomnień zalała jego umysł tak gwałtownie, że Harry zamarł na chwilę, nawet nie mrugając tymi swoimi zniewalającymi oczami. Co on najlepszego zrobił? Wcale nie chciał pocałować Nialla… przecież… ugh. Skoro jednak to zrobił, to znaczyło tylko jedno… po tym musiał zacząć pić, by zagłuszyć nagły przypływ…uczucia?

Chwila, jakiego UCZUCIA?, prychnął w myśli Harry, przeciągając się.

Niall nie był kimś nadzwyczajnym. Był zwykły… zwyczajny.

Harry dobrze wiedział, że okłamuje siebie, ale starał się stwarzać pozory, by nie wpaść za głęboko. Stałoby się to zbyt niebezpieczne. Niebezpieczne nie tyle dla Nialla, co dla Harry’ego. Unikał zobowiązań, szczególnie z kimś, kto wydawał się być podatny na jego urok. A blondyn wydawał się być nawet bardzo podatny. Jakby nigdy nie miał styczności z innymi chłopakami. Był taki nieśmiały… co bardzo pociągało Harry’ego. Sam był dosyć wyuzdany, nie miał nic przeciwko, jeśli szedł z kimś do sypialni na pierwszej randce (i ostatniej) i uwielbiał chodzić bez ubrań. Ot, cały Harry.

Poczuł, zwrócony twarzą do poduszki, jak ktoś klepie go w ramię. Jęknął, nakrywając się kołdrą, ale i tak klepanie ponowiło się ze zdwojoną siłą.

- Wstawaj, księżniczko! – usłyszał zachrypnięty głos Ed’a, który odgarnął materiał z jego głowy i poczochrał mu włosy.

Harry pisnął jak dziewczyna, ochraniając swoje cudowne loki przed brudną łapą Ed’a.

- Myłeś ją chociaż? Śmierdzi jak olej ze starej frytkownicy! – najeżył się Harry, siadając powoli.

Ed powąchał swoją rękę, a następnie wzruszył ramionami i rzucił w stronę Harry’ego kopertę.

- Leżało pod naszymi drzwiami. – mruknął.

Harry zamrugał oczami, gdy zobaczył, że to list z jego uczelni. Otworzył szybko kopertę, z roztrzepaniem rozdzierając papier. W środku znajdowały się jakieś papiery i jego plan wykładów. Niezbyt zainteresowany tym, Harry, odrzucił kopertę i jej zawartość na stolik nocny. Po chwili spojrzał na Ed’a z niedowierzaniem:

- Ej, stary, po co ci ta patelnia?

Ed napiął pierś, unosząc ją po góry.

-To jest mój miecz świetlny, który potrafi przeciąć wszystko, co ludzkie, albo nie, strzeż się kimkolwiek jesteś! – zagrzmiał, a następnie, dodał teatralnym szeptem – Okej, żartuję, próbuję zrobić śniadanie.

Harry uniósł jedną brew z politowaniem. Ed i jedzenie brzmiało dobrze wtedy, gdy było już to zrobione jedzenie, przeznaczone jedynie do konsumpcji.

- Ed, przecież ty za cholerę nie potrafisz gotować – powiedział Harry odgarniając włosy z czoła.

- Właśnie – Ed poklepał go po ramieniu – Dlatego obudziłem ciebie.

Harry westchnął i wstał chwiejnie, a ból ogarniający jego ciało wcale mu nie pomagał.

- Właściwie – zaczął Harry, zatrzymując Eda w drzwiach –Jak się tu znalazłem?

- Przytaszczyliśmy cię tu z Zaynem, po tym, jak upiłeś się po wyjściu z kibla. Gadałeś coś, że chcesz komuś dać dupy, bo jest taki zajebisty, a potem, że wszystko spieprzyłeś, bo się nigdy do ciebie nie odezwie, bla bla bla, pewnie nic ważnego, stara gatka-szmatka po pijaku – rzekł Ed, idąc do kuchni.

Loczek oparł czoło o framugę drzwi, stwierdzając, że jest kompletnym idiotą.

Ale wiedział, że mimo, że teoretycznie Niall go w jakimś sensie potrzebuje, on nie potrzebował jego. A nie chciał, by Irlandczyk stał się jego zabawką. Był zbyt dorosły, by bawić się z uczuciami takiej osoby, jak Niall Seksowny-tyłeczek Horan. I dobrze o tym wiedział.

Ziewnął i poszedł za Edem, widząc spieszącego się gdzieś Zayna, który latał jak kura z okresem, ale nawet nie zdążył się z nim przywitać, bo usłyszał trzaśnięcie drzwiami i jego drugiego współlokatora już nie było.

- Właściwie, to która godzina? – zapytał Ed’a, który ustawiał na blacie jajka i szynkę.

- Po jedenastej – odpowiedział, wykładając miskę i drewnianą łyżkę – No, to co robię, to prawie gotowanie, nie uważasz?

- Sorry, ale nie – drażnił się z nim Harry, patrząc na to, co ma przed sobą – Czyli jajecznica? Z szynką?

- Moja ulubiona – oblizał się Ed, siadając przy stole – A teraz posiedzę sobie i pomarudzę, pytając się co chwilę, kiedy będzie śniadanie, okej?

- Nie masz nic lepszego do roboty, Ed? – Zaśmiał się Harry, wbijając jajka do miski i nastawiając patelnię na kuchence.

Ed udawał, że się zastanawia nad odpowiedzią, po czym mruknął gestykulując żywo:

- Eee… nie?

Harry zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzaniem. W jakie bagno się wpakował, zgadzając się na zamieszkanie z Edem?

Cóż. Prawdopodobnie duże.

***

Niall’a obudził głośno puszczona muzyka z telewizora. Przeklął, jak miał to w zwyczaju i zakrył sobie uszy, by chociaż minimalnie zmniejszyć hałas. Ale to nic nie pomogło, nadal słyszał „Gangnam Style” i to bardzo wyraźnie. Bardziej, niż by chciał.

Uderzył pięścią w poduszkę i krzyknął, ile miał sił w płucach:

- Do cholery ściszcie ten przeklęty telewizor, łeb mi pęka!

Było to zgodne z prawdą. Głowa Nialla pulsowała nieprzerwanym bólem, sprawiając, że blondyn czuł się otępiony i rozdrażniony. Jak zwykle, gdy przeholował z alkoholem. Mimo, że miał mocną głowę (którą pewnie mógł zawdzięczać swoim irlandzkim genom, z których był niezmiernie dumny), to czuł się tak, jakby ktoś, dla żartu wrzucił go do maszynki do mięsa i przemielił, a potem zrobił z niego mielone. Niemiłe uczucie, krótko mówiąc.

Z złością, buzującą w jego żyłach, wstał, gdy piosenka zmieniła się na inną, wyjąc z podobnym natężeniem. Poczłapał, stawiając duże kroki, do salonu, który ział pustkami i wyłączył telewizor, odłączając go od prądu, nawet nie zawracając sobie głowy poszukaniem pilota.

Z kuchni doszedł do niego jęk sprzeciwu.

- Eeeeej! – Louis, w swoim fartuszku, wparował do salonu, grożąc Niallowi nożem do sera – Włącz to zaraz! Czekam na nowy teledysk The Script!

Niall posłał mu zabójcze spojrzenie, a następnie walnął się na kanapę, która zaskrzypiała pod jego ciężarem. Westchnął, kuląc się i powiedział do Louis’ego:

- A teraz daj mi spać.

- Nic dziwnego, że chce ci się spać, królewiczu. Widziałem, co wyprawiałeś w łazience i oczy mnie bolą, jak to sobie przypomnę – rzekł Louis, krzywiąc się na samo wspomnienie.

Niall podniósł głowę, marszcząc brwi.

- Co niby wyprawiałem w łazience? – zapytał, a oczy Lou rozszerzyły się tak, jakby powiedział coś niestosownego.

Louis udał, że zamyka swoje usta niewidzialnym kluczykiem i wyrzuca go przez lewę ramię. Niall usiadł, nadal nie wiedząc, o co chodzi. Jego wspomnienia poprzedniego wieczora kończyły się na tym, jak z jakąś dziwną dziewczyną wylewali w siebie drinki jak szaleni. A potem… czarna dziura. Dosłownie. Tym bardziej był ciekawy (albo się bał) tego, co wyprawiał w klubie.

- Lou… - zaczął groźnie Niall, siadając – powiedz! Co się stało w tej cholernej łazience?!

Louis nadal milczał, więc Niall wstał i zanim jego przyjaciel zdążył uciec, chwycił go z rękaw bluzy.

- Louis. Co. Się. Stało. W. Łazience? – zapytał jeszcze raz Niall, akcentując każde słowo tak, że wychodziło z niego osobne zdanie.

- Naprawdę nie pamiętasz? – Louis wydawał się być zszokowany gwałtownością przyjaciela.

Niall pokręcił przecząco głową.

- Myślisz, że gdybym miał pojęcie, to bym się ciebie pytał? Serio?

Louis przez chwilę bił się z myślami przygryzając wargę. To, co zastała tamtego wieczora w męskiej toalecie przerosło jego najśmielsze oczekiwania i wyobrażenia. Na początku niezbyt zastanawiał się nad parą, całującą się przy zlewach, do czasu, gdy dotarło do niego, że są to Niall i Harry, spleceni ze sobą tak, jakby zaraz mieni wskoczyć do jednej z kabin i uprawiać w niej dobry seks. Louis potrząsnął głową, gdy jego wyobraźnia zagalopowała się za daleko i poprosił Niall’a, by ten go puścił; przyjaciel usłuchał go.

- Nie wiem, czy nie powinieneś usiąść – rzekł spokojnie Lou, ze zdenerwowaniem pocierając ręce – Bo to, co usłyszysz, raczej nie będzie jakieś wiesz…

- Jakie? – oczy Nialla zwęziły się tak, że przypominały dwie szparki – powiedz to, LouLou.

Louis westchnął.

- Całowaliście się. Z Harrym.

I w tym momencie obaj usłyszeli dzwonek do drzwi.


---------------------------------------


Wybaczcie, że przerywam w takim momencie, ale musiałam XD W następnym rozdziale wszystko się wyjaśni i będzie cud miód malina... a może nie?

BUHAHAHHHAHAHAH <EVIL LAUGH> nie no, nie będę taka. 

 Następny rozdział pisze Lexie. Wiecie, że się w końcu spotkałyśmy? AAAAAAAAAA, myślałam, że zwariuję! Było cudownie, wytrzymałyśmy całą noc na maratonie Zmierzchu i nie potrafiłyśmy przestać się śmiać i gadać... hahahaha, nasza telepatia mnie przeraża O.o anyway, mamy tak samo zryte banie, więc jest GENIALNIE! Hhaaahhaha #MyWeirdo

ZAPRASZAM NA MOJEGO ONE-SHOTA Z GARRYM TUTAJ

Żegna was SEXY NARRY *.*


poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział 11



Rażące w oczy promienie słoneczne przebijały się przez zasłonięte żaluzje w pokoju Zayna, doprowadzając go przy tym do szału. Jęknął głośno i nakrył twarz poduszką, oddychał ciężko, jakby w śnie przebiegł liczący kilkadziesiąt kilometrów maraton. I tak samo się czuł. Potrzebował snu, a zapewnić mu go mogła tylko i wyłącznie odrobina ciszy i...

Po mieszkaniu rozległ się głośny huk, odgłos zderzającego się metalu i wrzask Eda.

Zayn podniósł się na rękach i rzucił wiązanką przekleństw, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. Jęcząc głośno wstał z łóżka i w samych bokserkach wyszedł ze swojego pokoju.

 -Ed, co ty do jasnej cholery robisz o.. – zerknął na zegar i jego szczęka niemal opadła na podłogę – Jedenastej rano? O kurwa, już dawno powinienem być w pracy, Mary mnie zatłucze!

Ed zachichotał cicho i uniósł nad głowę ręce, trzymając w jednej z nich patelnię.

-Nie przejmuj się, dzwoniła i powiedziała, że mają jakieś kłopoty w radiu, cały personel ma dzisiaj przymusowo wolne. – Uśmiechnął się szeroko i opuścił ręce, przez przypadek uderzając się w bok głowy patelnią. – Auć. – Jęknął.

Zayn zaśmiał się cicho i spojrzał z przerażeniem  na kupę garnków leżących na podłodze. Posłał Sheeranowi pytające spojrzenie, na co ten uśmiechnął się niewinnie.

 -Szukałem patelni – wzruszył ramionami.

Mulat pokręcił głową z dezaprobatą i oparł się o blat jednej ze stojących pod ścianą szafek. W jego głowie toczyła się dziwna wojna dotycząca wydarzeń z nocy. Nie mógł przyjąć do świadomości, że wszystko, co było jego wspomnieniami, wydarzyło się naprawdę. Nadal czuł na sobie dotyk ciepłych dłoni Nathana, pragnął jeszcze raz posmakować ust tego chłopaka.

-Zayn, okej? – usłyszał głos Eda, przebijający się przez obrazy pojawiające się w jego umyśle.

Otrząsnął się szybko i tylko pokiwał głową., mając nadzieję, że Ed nie będzie drążył tematu. Jednak jego rudowłosy przyjaciel, jak zawsze musiał mieć coś do powiedzenia i machając przed nosem Zayna patelnią wymamrotał:

  -Gryzie cię coś – zauważył trafnie, na co Zayn tylko parsknął i przestąpił z nogi na nogę, żeby jakoś ukryć zażenowanie. – Gdzie byłeś wczoraj? Kiedy zniknąłeś z Different Ways?

Mulat spojrzał na niego z rządzą mordu w oczach, nie miał pojęcia, że Ed jest aż tak bardzo spostrzegawczy, równie dobrze mógł po prostu zniknąć gdzieś w tłumie. Zamiast odpowiedzieć na pytanie, odwrócił się na pięcie i skierował do swojego pokoju, mijając w drzwiach zaspanego Harrego. Potrzebował… powietrza. Wygrzebał z szafy swoje ulubione, czarne dresowe spodnie ze ściągaczami na kostkach i zieloną bluzę z kapturem, wciąganą przez głowę. Nie miał ochoty i czasu na idealne dobranie stroju, albo ułożenie fryzury, dlatego też wcisnął na głowę czapkę z płaskim daszkiem i opuścił mieszkanie z telefonem w ręku, nawet nie myjąc zębów, co normalnie było dla niego niedopuszczalne.

Miał swoje ulubione miejsce, do którego niegdyś chodził, kiedy jego humor sięgał dna. Jednak  zaprzestał tego, bo po jakimś czasie przestał w ogóle gdziekolwiek wychodzić z przyjaciółmi. Uzależnił się od niego i nie chciał, żeby to się powtórzyło. Po drodze wstąpił do sklepu po paczkę Marlboro. Szedł powoli, w kierunku parku, mijał spieszących się do pracy ludzi, podczas kiedy on sam utknął w czasie. W momencie, którym jego życie stanęło w płomieniach, a jego ciało trawił ogień; był silny, każdego dnia pokazywał swoim przyjaciołom, że potrafi wyjść z tego bez ich pomocy, ale to była tylko maska. Tak naprawdę nie radził sobie, wspomnienia sprzed kilku lat wypalały dziurę w jego umyśle i nie pozwalały mu odpowiednio funkcjonować.

Trwało to tak długo, że nie wiedział kim tak naprawdę jest, pozwolił innym zapomnieć prawdziwego Zayna Malika.

I to musiało się wreszcie zmienić.

Wystarczyło pokonać tylko kilkanaście metrów, tylko krótki odcinek dzielił go od bram parku, w którym znajdowało się jego miejsce. Było już tak blisko, na wyciągnięcie ręki. I wtedy zrozumiał, że nie chce powtórki z rozrywki. Czuł jak żołądek podchodzi mu do gardła, świat wirował dookoła przez pojawiające się w jego umyśle wspomnienia. Jake, kolacja, zawód.. Nigdy nie czuł się tak źle jak wtedy. Starał się odciąć od tego, chciał po prostu zapomnieć, ale to nie było łatwe, nie wystarczyło pstryknięcie palcami, żeby pozbyć się cząstki własnego życia, zdecydowanie nie. Stojąc tak, wpatrując się w ogromną, żelazną bramę prowadzącą do parku, przygryzł nieporadnie dolną wargę i czując silną potrzebę ucieczki, skręcił w pierwszą uliczkę na prawo, żeby chociaż nie widzieć tego przeklętego parku. Ruszył szybko przed siebie, przyspieszając z każdym krokiem, aż w końcu zamieniło się to w szaleńczą ucieczkę przed… no właśnie, przed czym? Przed prawdziwym sobą? Być może, bynajmniej pewne było to, że to, czego próbował uniknąć, było nieoddzielną częścią jego, jakby dyszącym w kark złoczyńcą, albo gwałcicielem śledzącym swoją ofiarę. To było w nim, siedziało głęboko, dotychczas niezauważone, a teraz – wrzeszczało, jakby coś obudziło to z głębokiego snu, albo zerwało jego okowy.

Nie płakał, jednak pusty wyraz twarzy mówił sam za siebie. Biegł, próbując wyładować całą frustrację i ból. Nie wiedział nawet dokąd zmierzał, wystarczyło mu poczucie satysfakcji, które rosło z każdym kolejnym krokiem. Po raz pierwszy od długiego czasu, czuł, że w jego ciele panuje harmonia; jego zszargane myśli i uczucia błagały o pomoc, jego przeciążone od, stanowczo za szybkiego biegu mięśnie, modliły się o to by zwolnił, czuł kłucie w gardle, a jego płuca i serce w każdej chwili mogły, w proteście, wyskoczyć z jego piersi.

Ale czy nie tego chciał? Skończyć bieg przed metą? Zejść z tego świata z wysoko uniesioną głową, jako osoba, która walczyła do końca, ale nie była na tyle silna, żeby wygrać z przeszłością? Tak, właśnie tego pragnął,  ale teraz, po sytuacji z ostatniej nocy już nie był tego taki pewny.

Może jednak było inne wyjście?

***

Mocna kawa z dwoma łyżeczkami cukru i odrobiną mleka powinna była załagodzić mentalnego kaca, z jakim walczył Nathan, za to działała całkowicie na odwrót. Z każdą chwilą czuł się coraz gorzej. Miał wrażenie, że walczy z samym sobą. Po dokładnym przeanalizowaniu wczorajszej nocnej sytuacji z Zaynem zrozumiał kim naprawdę jest, czego dotychczas nawet nie przyjmował do myślenia. Zawsze uważał się za heteryka, kpił z gejów… szczególnie z tych, którzy zachowywali się jak kobiety, ale Zayn – on nie był taki, pomimo swojej odmienności, zachowywał się normalnie, jak chłopaki z zespołu, w którym występował również Nathan. Ten chłopak o niesamowitych, brązowych oczach był taki jak inni i za razem całkowicie odmienny.

Skrywał jakąś tajemnicę, był zagadką trudną do rozwiązania, albo układanką w której brakowało jednej, niewielkiej części, a Nathan pragnął ją poznać. Chciał zrozumieć dlaczego Zayn zachowuje się tak, a nie inaczej, dlaczego z początku go odpychał i był oschły i przede wszystkim – co skłoniło go do bliższego poznania Nathana.

-Co z tobą? – zapytał Max, który od dłużej chwili był w kuchni i wpatrywał się w jakby podłamanego Nathana.

Szatyn wzruszył tylko ramionami, a z jego ust wyrwało się ciche westchnienie. Rozłożył dłonie na blacie stołu i oparł o nie policzek, tak, żeby móc spoglądać na Maxa. Chłopak grzebał w lodówce, zapewne w poszukiwaniu mleka, ale dla Sykes’a to nie było istotne, a sam fakt, że jego przyjaciel nie mógł zobaczyć teraz jego twarzy podkusił go do sprawdzenia samego siebie. Mierzył wzrokiem jego umięśnione ciało, które wydawało mu się… seksowne. Bo Max był seksowny, nie? Chłopak pokręcił głową, żeby pozbyć się tych myśli. Nie, Max jest twoim kumplem, z którym jesteś w jednym zespole, nie możesz tak o nim myśleć – odpowiedział na zadane w myślach pytanie.

-Nath? – wymamrotał George, a kiedy zielonooki spojrzał na jego zdziwiony wyraz twarzy, zrozumiał, że przez ten cały czas patrzył na niego niczym na łakomy kąsek; jego policzki przybrały kolor podobny do czerwonych płatków piwonii, a sam Max nie wydawał się być zbytnio przejęty tym faktem.

-Wybacz, zamyśliłem się – wyjąkał, czując krew wrzącą w jego głowie.

Chłopak pokiwał głową. – No tak, zamyśliłeś się patrząc na mój tyłek – wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. – Nie miałem pojęcia, że jest aż tak atrakcyjny. – Poruszył zabawnie brwiami i gdyby ta sytuacja nie dotyczyła Nathana, pewnie w tej chwili by się zaśmiał, jednak teraz nie potrafił nic z siebie wydusić, zacisnął usta w wąską kreskę i nie wiedząc co zrobić ze spojrzeniem, utkwił je w znajdującym się za oknem krajobraz. – Nath, ja żartowałem… ej! W porządku?

Nie odpowiedział. Tym razem mógł palnąć coś głupiego, zbyt głupiego i niepoprawnego nawet jak na niego, ale Max nie miał zamiaru odpuścić. Usiadł naprzeciwko niego i próbował jakoś zwrócić uwagę najmłodszego członka The Wanted.

-Wiesz o tym, że jeśli by się coś działo, możesz zawsze do mnie przyjść? – Nath skinął głową. – Cholera, Sykes! Widzę, że coś jest nie tak!

Młodszy chłopak skierował swoje zielone tęczówki na Maxa, który zawsze był dla niego wzorem do naśladowania, tak naprawdę nie wiedział dlaczego chce być taki jak on; myślał, że już będzie musiał odpowiedzieć na pytanie zadane przez lidera, ale na szczęście uratował go Jay, wchodząc do kuchni i definitywnie przerywając ich rozmowę.

-Nathan! Jedziesz ze mną do Tesco? Siva i Tom zapomnieli wczoraj o zakupach! – ostatnie zdanie niemal wykrzyczał, żeby reszta zespołu go usłyszała.

-Jasne – odparł Nath, niemal zrywając się z miejsca.

Teraz udało mu się umknąć przed nieomylnym wzrokiem Maxa, ale doskonale wiedział, że  następnym razem nie będzie to takie proste.

Gdyby zachował zdrowy rozsądek, zostałby w domu, ponieważ Jay również szykował się na poważną rozmowę z nim. 

_____________________________

No to witam Was serdecznie ( tak, tak, znowu ja xD ) Cóż by tutaj powiedzieć w tym tygodniu? Nie jestem dobra w pisaniu tego typu "notek" pod rozdziałem, ale tym razem nie mogę się powstrzymać :D może dlatego, że przedłużam swój czas, który mogę poświęcić na siedzenie przed kompem, a może dlatego, że nie mogę się powstrzymać od trzymania z daleka od mojego laptopa ;d ( o jeju, jak to ładnie brzmi xD ) no więc..

Żeby nie owijać w bawełnę.. chciałabym Wam powiedzieć, że jutro mam urodziny i z tej okazji, chciałabym abyście zrobili mi cudowny prezent i skomentowali ten rozdział choćby jednym zdaniem.. 

A co do osób, które zaznaczają reakcje... jeśli postanawiacie zaznaczyć "słabe", albo "przeciętne", proszę, wytłumaczcie dlaczego oceniacie to na takim poziomie.. bo mi, jako osobie, która to pisze, robi się przykro, że nie wiem co wam się nie podoba.. 

Z góry wam dziękuję i na koniec, podaruję Wam czarującego Zayna z takim małym słodziakiem  *_*


Kolejny rozdział, dodaje już Emma według starej kolejności ;3 

A poza tym, chciałabym zaprosić Was na mojego nowego one-shota : KLIK 

poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział 10



      Na dworze robiło się coraz chłodniej i kiedy Zayn opuścił klub, w którym spędził cały wieczór i połowę nocy, w samej bejsbolówce, okazało się, że jest to stanowczo za cienki ubiór. Ed i Harry postanowili, że zostaną jeszcze z resztą i będą dalej opijać sukces Nialla i Josha, ale brunet miał już dość tego przepychu, dlatego też wybrał się na krótki spacer. Zwykła przechadzka okazała się podróżą poprzez najdziwniejsze ulice Londynu.

    Opatulił się ciaśniej cienką bluzą i szczękając zębami ruszył dalej w kierunku jednej z bogatszych dzielnic. Nawet alkohol, który krążył w jego żyłach przestał powodować wzrost temperatury.

  -Cholera – mruknął pod nosem i wsunął dłonie głębiej, do kieszeni bluzy.
  
W jego głowie szumiało od nadmiaru procentów. Nie wypił dużo, bo cały wieczór rozmyślał o spędzonym z Nathanem popołudniu. Wśród przyjaciół, był obecny tylko ciałem. Nie wdawał się w żadne rozmowy, po prostu tam siedział i wpatrywał się głupio w przestrzeń.

     Zayn westchnął cicho i oparł się o niewielki murek, który otaczał jakiś kościółek. Czuł tylko jak nieprzyjemny wiatr wnika przez jego ciało i mrozi kości. Nie miał pojęcia po co tu przyszedł. Skądś znał to miejsce, ale nie mógł sobie przypomnieć skąd. Podciągnął nosem, z którego zaczął lać się katar i po raz kolejny wypuścił powietrze przez usta, w cichym westchnieniu.

W jego głowie działo się coś dziwnego, rzadko zdarzało mu się myśleć nad sensem życia, ale teraz te myśli zakłóciły już i tak jego zmącony przez alkohol i postać Nathana, umysł. Zadawał sobie jedno pytanie. Po co żyjemy? Po to, żeby kochać, czy żeby cierpieć, a może jedno i drugie. W końcu wielu z nas cierpi z miłości.

Zayn też cierpiał.

Wypruwamy sobie żyły starając się znaleźć odpowiednią ścieżkę, która pełna jest zakrętów, wybojów i ślepych zaułków, a kiedy już ją odnajdujemy, trzymamy się niej i robimy wszystko, byle z niej nie zboczyć. Jednak zawsze zdarza się rozwidlenie dróg, a wtedy musimy podjąć decyzję, ale czy odpowiednią?

Zayn Malik też musiał coś wybrać. Jedna z ścieżek była kontynuacją jego dotychczasowego życia, samotnego życia, a druga? Drugą drogę już od dawna omijał szerokim łukiem. Pojawiała się przed nim zawsze, kiedy w jego życiu pojawiał się ktoś godny uwagi, ktoś, kto mógł okazać się jego słynną, drugą połówką.

      Jeden impuls, jedna chwila i odwaga, którą zdobył przez alkohol wystarczyła, żeby podjąć decyzję.

Wyjął z kieszeni telefon i nie zbaczając na porę, wybrał odpowiedni numer, który pojawił się w jego kontaktach dopiero dzisiejszego popołudnia. Skostniałymi od zimna palcami, wcisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha.
Pierwszy sygnał, drugi, trzeci…
Szelest w słuchawce i głośny jęk.

  -Halo? – Zayn uśmiechnął się szeroko, słysząc zachrypnięty głos.

  -Nathan, wybacz, że cię obudziłem, ale muszę z kimś porozmawiać. – Wymamrotał plącząc się we własnych słowach.

Nastała kilkunastosekundowa cisza, którą przerwał kolejny, głośny jęk Nathana.

  -Zayn, jest wpół do trzeciej. Zawsze masz ochotę na rozmowę o tak… wyjątkowej porze? – zapytał i mimo zmęczenia było słychać nutkę ironii w jego głosie.

Brunet westchnął cicho i podrapał delikatnie swój kark.

  -Wiesz, mogę cię o coś zapytać? – odpowiedział pytaniem.

  -Tak, Zayn? – brzmienie głosu Nathana doprowadzało Malika do szału.

Zayn zaczerpnął głośno powietrza.

  -Czy jakbyś miał okazję, na poznanie bliżej dziewczyny, która bardzo by ci się podobała, nie zawahałbyś się chwytać tej okazji mimo tego, że już dawno obiecałeś sobie, że nie będziesz robił zarówno sobie, jak i drugiej osobie nadziei? – skończył swój krótki monolog, a po drugiej stronie ponownie zapanowała rozdzierająca umysł cisza.

Zayn wstrzymał oddech w oczekiwaniu na odpowiedź.

  -Nie, nie zawahałbym się – Odpowiedział, a z bruneta uszło całe powietrze, które dotychczas trzymał w swoich płucach.

Na końcu języka miał jeszcze jedno, ostatnie pytanie. Chciał je powiedzieć, ale się bał. Weź się w garść, powiedział do siebie w myślach i odezwał się, zanim zatrzymała go ta część umysłu, zwana rozsądkiem.

  -Spotkaj się ze mną. – Powiedział na jednym, krótkim wdechu, a ostatnie słowo było ledwo słyszalnym szeptem zlewającym się z dźwiękami nocy.

  -Teraz? – zapytał zszokowany Nathan.

Mulat pokiwał głową, ale zorientował się, że jego rozmówca nie może tego zauważyć i wydusił z siebie jedno, krótkie „tak”.

  -Zayn, jest środek nocy, a ty jak mniemam jesteś pod wpływem…

  -Nie jestem pijany.. – przerwał mu.

Usłyszał jak Nathan wzdycha.

  -Gdzie jesteś? – zapytał, a Zayn rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu tabliczki z nazwą ulicy, a kiedy już ją znalazł, podał szybko adres. – To niecałe dziesięć minut drogi od mojego mieszkania. Zostań tam gdzie jesteś.

Rozłączył się, a Zayn z nieodgadnionym wyrazem twarzy schował zdezelowany telefon do kieszeni. Z każdą kolejną minutą robiło mu się coraz bardziej głupio. Przecież Nathan nie ma prawka, jak on niby się tutaj dostanie?, zapytał sam siebie. Zdał sobie sprawę, że nie powinien zakłócać jego poukładanego życia, nie powinien włazić w ubłoconych buciorach do jego idealnej bajki, ale nie mógł się powstrzymać, bo Nathan był osobą, dzięki której mógł stać się kimś lepszym i nie miał zamiaru z tego rezygnować.

      Skulił się i naciągnął bluzę bardziej na szyję. Nudziło mu się czekanie. Wybijał rytm czubkiem buta o brukowy chodnik; nucił jakąś bliżej nieokreśloną melodię, kiedy zaledwie metr od niego zatrzymał się mały BMX. Otworzył szeroko oczy i przerażony spojrzał na prowadzącego pojazd Nathana, który nie wydawał się być ani trochę zdenerwowany faktem, że Zayn wyrzucił go z łóżka i poprosił o spotkanie o tak niespotykanej porze.

      Nathan delikatnie ułożył swój rower w poprzek chodnika i podszedł do murka, na którym usiadł w miarę wygodnie. Przez chwilę machał nogami w powietrzu, po czym spojrzał przenikliwie na Zayna.

  -Dlaczego chciałeś mnie widzieć? – zapytał szeptem i szturchnął go ramieniem; mimo tego, że jego ramiona zakrywały dwie w miarę grube bluzy, poczuł dreszcze biegnące po skórze.

Nastała chwila ciszy, którą musiał przerwać Zayn.

  -Ja… - zaczął, ale duża kropla deszczu spadła na sam czubek jego nosa. – Cholera, teraz? – zapytał patrząc w niebo.

Sykes skomentował to cichym śmiechem i rzucił okiem na mulata. Nie miał pojęcia czego Zayn może od niego chcieć.

  -Ty? – podjął temat Nathan.

Brunet zacisnął na moment usta w cienką kreseczkę, po czym potarł swoje czoło wewnętrzną częścią prawej dłoni i odwrócił się przodem do profilu Nathana.

  -Ja.. Ja po prostu chcę złapać okazję. – zamilkł na chwilę, ale widząc, że szatyn chce mu przerwać, kontynuował. – Ja chcę poznać Cię bliżej.

Nathan przełknął ślinę i nie spiesząc się z odpowiedzią usiadł wygodniej na murku i wytarł dłonie o szare, dresowe spodnie ze ściągaczami na kostkach, które założył na szybko, po czym spojrzał w niebo, z którego powoli sączył się deszcz. Przymknął powieki.

  -A co jeśli ja nie chcę? Co jeśli mnie nie zależy na poznaniu ciebie?

Sfrustrowany Zayn stanął przed nim, między rozszerzonymi kolanami chłopaka, kładąc na nich dłonie. Spojrzał wprost w jakby martwe oczy Nathana, które tak nagle utraciły cały blask.

      Kolejne krople deszczu opadały na twarz, ciuchy, włosy Zayna, ale ten zdawał się tego nie zauważać. Widział tylko zielone oczy utkwione w swoich i beznamiętny wyraz jego twarzy.

  -Nie wiem czy chcesz, ale takie są moje podejrzenia. – Zabrał wszystkie myśli. – Bo, czy jeśliby ci nie zależało, starałbyś się o mój adres, żeby oddać mi bransoletkę? Czy przyszedłbyś do mojej pracy, żeby zabrać mnie na kawę? Czy bezinteresownie podałbyś mi swój numer telefonu i ostatnie, czy przyszedłbyś tutaj, nawet nie wiedząc czego od ciebie chcę?

Wypowiedziane przez Zayna słowa były jak strzały Artemidy, trafiały do odbiorcy, raniąc go coraz bardziej.

Deszcz spływał po twarzy Zayna, moczył na dobre jego ulubioną bejsbolówkę, ale to nie było teraz najważniejsze; najważniejszy był chłopak, który z niemówiącym nic uśmiechem, niebezpiecznie zbliżał się do jego twarzy. Patrzył prosto w jego kocie, zielone oczy. Kiedy był już naprawdę blisko, tak, że czuł jego urywany oddech na swojej twarzy, instynktownie przymknął powieki i pokonał ostatnie, dzielące ich centymetry.

      Poczuł jak gorące powietrze uderza do jego głowy, kiedy jego usta spotkały się z spierzchniętymi od chłodu i wiatru wargami Nathana. Krew wrzała w jego żyłach, a sam dotyk ust szatyna doprowadzał go do obłędu. Niespodziewanie przesunął koniuszkiem języka po dolnej wardze młodszego chłopaka, proponując mu pogłębienie pocałunku. Sykes niemal od razu wpuścił do swoich ust język Zayna. Z jego gardła wyrwał się jęk, a dłonie powędrowały do szyi mulata.

Zawsze marzył o pocałunku w deszczu, mówił sobie, że spełni kiedyś to marzenie, ale nigdy w życiu nie myślał, że osoba, dzięki której mu się to uda, będzie tej samej płci.

Westchnął w usta Zayna i odsunął się od niego z wymalowanym na twarzy, pogodnym uśmiechem. Był naprawdę szczęśliwy, nawet jeśli jego ciuchy były całkowicie przemoknięte, a oddech Zayna śmierdział wódką.

  -Czemu, musisz mieć rację? – wyszeptał kładąc dłoń na policzku bruneta i potarł go delikatnie kciukiem.

Zayn przymknął powieki i westchnął cicho, rozkoszując się dotykiem ciepłych dłoni Nathana.

  -Jestem starszy… - Przekomarzał się z chłopakiem.

  -Rok! – zawołał szatyn, co Zayn skwitował śmiechem.

Brunet przyciągnął do siebie młodszego chłopaka, który oplótł nogami jego pas i wyszedł na drogę, gdzie deszcz siąpił dużo mocniej, ponieważ nie znajdowali się pod baldachimem drzew. Jego dłonie znajdowały się na pośladkach chłopaka.

  -Rok wystarczy – wyszeptał i wyciągnął szyję, łącząc ich usta w kolejnym, czułym pocałunku. 

--------------------------------
Hey, Hi, Hello! Po pierwsze, chciałabym jeszcze tak od siebie przeprosić za to zamieszanie z zamianami rozdziałów.. ale to moja wina, bo ja się pospieszyłam z pisaniem i źle się wpasowały chronologicznie... mam nadzieję, że przeżyjecie te dwa tygodnie z moim kochanym Zathanem ;3
NO WŁAŚNIE, Zathan C; tak jakby, akcja ruszyła z kopyta! xD haha... ( nie zwracajcie na mnie uwagi, coś jest ze mną nie tak i z dnia na dzień mi się pogarsza ;o Zapytajcie Emmy, ona może to potwierdzić :D )

I na koniec... moje drogie.. moi drodzy ( jeśli jest tu jakiś chłopak ) powiem Wam tyle, że się odrobinkę rozleniwiliście.. Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem, trochę więcej osób wyrazi swoje opinie :) 

Do następnego tygodnia, kochani !