poniedziałek, 29 października 2012

Rozdział 9


Sorry za zamieszanie, pussies, ale okazało się, że tak napisałyśmy rozdziały z Lexie, że by fabuła się chronologicznie zgadzała, muszę najpierw ja opublikować jeszcze jeden rozdział, a potem ona publikuje dwa. A potem według starego porządku.
Sorry for confusions etc.

Enjoy!
-----------------------------------------------------------


MUSIC 




Harry przygładził swoją niebieską koszulę chyba setny tego wieczoru, rozglądając się za trzema znajomymi twarzami. Razem z Zaynem i Edem stali we wnętrzu klubu „Different Ways”, czekając aż Niall, Josh i Louis dojdą do nich. Gdy Zayn zapraszał Liama, którego Harry poznał wcześniej w irlandzkim pubie, ten wymigał się zajętym wieczorem ze swoją dziewczyną, Danielle.

Więc albo Liam naprawdę wolał zostać w domu, albo Danielle była taką despotką i ustawiała sobie Liama, jak sobie chciała. Chociaż wątpił w to drugie, słysząc, jak Liam rozpływa się nad swoją dziewczyną. Byli ze sobą prawie dwa lata. Nawet najstarsze buty Harry’ego tyle nie miały!

Denerwował się coraz bardziej, szczególnie, że chłopacy spóźniali się prawie dziesięć minut, które dla Harry’ego ciągnęły się w nieskończoność. Chciał już zobaczyć Nialla, przywitać się z nim i zaciągnąć go do tańca, przedtem nieco upijając… koniuszek języka Harry’ego powoli zwilżył kącik jego górnej wargi, gdy wyobraził sobie ich dziki taniec. Nie wiedział, dlaczego, ale czuł, że mały Niall jest całkiem dobrym tancerzem.

Aż w końcu…                                                                                                     

- Tutaj! – Zayn zaczął machać, gdy trójka pojawiła się w zasięgu ich wzroku.

Harry od razu odszukał Nialla, który szedł na samym końcu, niepewnie poprawiając kołnierzyk kremowej koszuli, która idealnie współgrała z jego włosami. Chociaż Harry stwierdził, że lepiej by mu było w błękitnej. Podkreślałaby kolor jego cudownych, dużych oczu… które w tym samy momencie spojrzały na niego.

Nagle poczuł się taki nagi, chociaż miał na sobie zwiewną, niebieską koszulę, jeansy i czarne conversy. Poczuł się jak dzisiejszego ranka, chociaż wtedy raczej nie przejmował się tym, czy wypadałoby się zasłonić.

Niall był cholernie seksowny, idąc niepewnie w ich stronę, a Harry zapomniał, co miał zamiar zrobić. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie, jeden niepewny uśmiech ze strony Nialla, a Styles zapominał swojego imienia. Dziwne, nieprawdaż?

- To, co panowie, zaczynamy? – Louis zatarł ręce, widząc przechodzące obok nich lesbijki, trzymające się za ręce – Takie miejsce jest idealne, do różnego typu… zabaw. If You know what I mean – poruszył zabawnie brwiami, powodując śmiech grona.

- Ja dziś odpuszczam – rzekł Zayn, bardzo poważnym głosem.

- No co ty, Zayn! Jesteś naszym podrywaczem i ciachem numer jeden! Nie masz ochoty nikogo… przelecieć? – Josh wypiął sugestywnie tyłek, a Ed zachichotał.

Zayn nawet nie zareagował na zaczepki Josha, tylko przedarł się przez tłum, do baru, zamówił drinka i usiadł gdzieś z boku, sącząc swoje procenty w spokoju. Louis tylko spojrzał na Eda i obydwoje wzruszyli ramionami, także kierując się do baru.

Harry był wcześniej przygotowany i wyciągnął zza siebie dwa, dosyć mocne, drinki. Swój miał jednak nieznacznie słabszy od drinku Nialla. Nie miał zamiaru się upijać. Chciał, by tej nocy stało się coś dobrego, a by do tego doszło… musiał być trzeźwy. A Niall… on mógł pić sobie tyle, ile chciał. Harry posłał uśmiech blondynowi i podał mu do ręki drinka, a gdy ten już go wziął i upił łyk, chwycił delikatnie rąbek jego kremowej koszuli, w okolicy talii i pociągnął, sprawdzając, czy Niall za nim pójdzie. O dziwo, dał się poprowadzić ( w drodze zdążyli dopić swoje małe, ale mocne trunki) na parkiet, który znajdował się dosyć daleko od wejścia.

Katem oka Harry zauważył jak Josh podrywa jakąś laskę, a Louis i Ed mierzą się na shoty przy stoliku Zayna, który wydaje się być nieobecny. Czyli na jakiś czas miał ich z głowy.

Złapał w locie dwa kieliszki, gdy przechodzący obok nich kelner z kolorowymi shotami, zniżył tacę, by przejść. Podał niebieskiego Niallowi, a sam wziął zielonego. Dopiero potem zorientował się, że kolor shota odpowiada kolorowi ich oczu. Niall najwyraźniej też to dostrzegł, by przystawił sobie shota do oka.

- Podobny kolor?

Harry zachichotał i pokręcił przecząco głową.

- Ten wydaje się być aż za neonowy. – odkrzyknął, starając się, by Niall go słyszał, mimo głośnej muzyki i wrzasku tłumu – To… nasze zdrowie!

Na „trzy” jednocześnie wypili wódkę, krzywiąc się nieznacznie. Harry miał wystarczająco silną głowę, by tyle alkoholu w tak krótkim czasie nie zadziałało ani trochę na jego zachowanie. Ale widział, że Niall już uśmiecha się szerzej. Wszystko szło po jego myśli, do czasu…

- Zatańczysz? – jakaś malutka czarnulka pociągnęła Harry’ego za kołnierzyk, uwieszając się na jego szyi.

Może wyglądała na słabą, ale gdy pociągnęła go w stronę parkietu, ten tylko zdążył posłać Niallowi przepraszające spojrzenie, a potem wszystko zasłoniło mu jej kręcone włosy. Nie chciał być przy niej, ale z grzeczności przetańczył dwa kawałki. Takie miał zamierzenia, jednak dziewczyna nie odkleiła się od niego przez kolejne cztery piosenki i Harry zaczynał się bać, że nigdy nie uda mu się zatańczyć z Niallem.

- Muszę iść! – prawie krzyknął na dziewczynę, gdy ta otarła się o niego, powodując obrzydzenie Styles’a; nie dosyć, że nie był to jego typ, to jeszcze nie ta płeć.

- Oh, przestań, ostatni kawałek… - prosiła, robiąc słodką minkę.

Harry warknął, zdenerwowany, gdy nagle poczuł dwie, małe dłonie na swojej talii. I najdziwniejsze było to, że doskonale wiedział, do kogo one należą. Odetchnął z ulgą, gdy, już trochę pijany Niall, rzekł do dziewczyny: „odbijany!” i obrócił się do niej tyłem, a przodem do Harry’ego, patrząc na niego przenikliwym wzrokiem.

- Dzięki – wymamrotał Harry, pochylając się do ucha blondyna i muskając wargami jego skórę – myślałem, że już nigdy się ode mnie nie odczepi.

Obok nich pojawiła się para tańczących gejów ocierający się we wszystkich możliwych miejscach. Nie byłoby to krępujące, gdyby nie fakt, że w tym samym czasie i Niall i Harry pomyśleli:

Też moglibyśmy tak tańczyć”.

Harry od razu przejął inicjatywę, korzystając z tego, że dłonie Nialla nadal spoczywały na jego talii i przysunął się do niego bliżej tak, że ich oddechy mieszały się. W gardle zaczęło go piec, co oznaczało tylko jedno – alkohol zaraz zacznie działać w pełni i już nic ich nie powstrzyma. Niall chciał się odsunąć, ale Harry nadal sztywno go trzymał.

- Boisz się, że nas zobaczą? – zamruczał Harry, powoli sunąc palcem po ramieniu Nialla, który wzdrygnął się.

- Nie.

- Więc tańczmy… - Harry otarł się seksownie o Nialla i przesunął swoją nogę tak, że trzymał ją pomiędzy nogami Irlandczyka.

Niall był trochę skrępowany bezpośredniością Harry’ego, ale gdy zauważył, że dwójka tańczących ze sobą facetów nie wzbudza ogólnego zamieszania, pozwolił, by opanowało go to uczucie zapomnienia. Czuł dziwnie podniecenie, gdy ich ciała ocierały się o siebie w tańcu, ale tracił nad sobą kontrolę. Pluł sobie w brodę, że tyle wypił, ale co się stało, to się nie odstanie, szczególnie, gdy jego uwagę przykuły guziki koszuli Harry’ego, zapięte pod samą szyję. Nie miał pojęcia, dlaczego nagle zachciało mu się je odpinać, ale nie tracąc ani chwili sięgnął wolną ręką do pierwszego z nich, dotykając opuszkami szyi Harry’go. Jego jabłko Adama poruszyło się niespokojnie, podczas gdy Niall z koncentracją odpinał kolejne guziki aż nie doszedł prawie do połowy…

- Whoa, zwolnij, tygrysie – wymruczał Harry, muskając wargami skórę w zagłębieniu szyi Nialla. – Widzę, że rozbierasz mnie wzrokiem, ale takie zabawy zostawmy na później…

Wyobraźnia Nialla została poruszona do takiego stopnia, że spuścił wzrok, przygryzając wargę. Od kiedy dziwne myśli wypełniały jego umysł? Co sprawiało, że chciał spróbować czegoś… innego… właśnie z Harrym?

- Idę do łazienki – wyszeptał Niall, opuszczając zdezorientowanego Harry’ego na samym środku parkietu.

Nie chciał być taki, ale ktoś musiał. Związki z facetami nie są dla niego. Szczególnie z takimi, jak Harry. Pewnymi swego, potrafiącymi niespodziewanie zniknąć z czyjegoś życia… Niall oparł ręce na krawędzi umywalki, patrząc w lustro. Obraz rozmazywał mu się tak, jak na starym filmie lub niewyraźnie nagranym komórkowym video. A czuł się jeszcze gorzej. Jeśli następnego dnia nie będzie musiał siedzieć cały dzień przy muszli klozetowej, to może przypiąć sobie odznakę wytrwałego imprezowicza.

Przejechał rękoma przed czujnikiem i poczuł letnią wodę, spływającą po jego rękach. Ochlapał się nią po twarzy, ignorując ciepło, rosnące w jego klatce piersiowej. Musiał stąd uciekać. I to jak najszybciej, bo inaczej…

No właśnie, bo inaczej, co?

Bo inaczej się w nim zakochasz, cieniasie, podpowiedziało mu jego odbicie.

- To głupota… - rzekł sam do siebie Niall – przecież nawet nie jestem pewny, czy jestem biseksualny. Jak mogę się w nim …?

Słowo „zakochać” utknęło mu w gardle, niczym ostry przedmiot, raniący przełyk, gdy tylko chciało się coś z nim zrobić. Niall odchrząknął i osuszył sobie twarz papierowym ręcznikiem. Rozważając ewentualny powrót na salę, zauważył, że ktoś stoi w drzwiach łazienki. Jęknął w duchu, gdy rozpoznał tą smukłą sylwetkę.

Harry Styles.

- Czego chcesz?

- Ciebie.

Odpowiedź prawie dosłownie zwaliła Nialla z nóg. Patrzył, nieprzytomny, jak Harry podchodzi do niego wolno, sunąc prawie niczym duch. Jego uśmiech wydawał się bardziej złowieszczy, niż miły, ale nadal był cholernie seksowny. Gdyby nie zostałoby to dziwnie odebrane, Niall powiedział by do Harry’ego:

Panie Styles, jest pan dziś w istnie doskonałej formie. Co powie pan na to, bym zdarł z pana te markowe ciuszki?

Niall potrząsnął głową, zamykając oczy. Gdy otworzył je, sekundę później, oddech Harry’ego łaskotał jego szyję. Koniuszek jego języka wysunął się z kształtnych ust i musnął zimną szyję Nialla, powodując gęsią skórkę. Harry, zadowolony z siebie, przejechał językiem, aż do miejsca, w którym szyja łączyła się ze szczęką. Następnie wziął twarz Nialla w swoje duże i ciepłe dłonie.

- I tak nie będziesz tego pamiętać – wyszeptał Harry, a następnie brutalnie wpił się w wargi Nialla, nawet nie czekając na pozwolenie.

I wo wyzwoliło w obydwu dziwne uczucia, których nie potrafili powstrzymać, ani tym bardziej nazwać.


--------------------------------------------------------------------


Więc... trochę więcej Narry'ego, dodanego w ZNIENAWIDZONY PONIEDZIAŁEK.

Ale i tak się cieszę... bo dziś miała miejsce premiera Little Things! Pomijając, że byłam akurat w szkole i nie mam wi-fi na mojm jebniętym telefonie, ale to się wytnie -.- poza tym, muszę się podzielić z wami moimi Larry Feelings..... bo kurdeee LOUIS, POTEM HARRY, A POTEM LOUIS&HARRRY NO JA JEBŁĘĘĘĘ!

Umieram. Skoro singiel tak na mnie zadziałał, to ja się boję, co będzie, jak odbiorę TMH....


poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział 8

MUSIC





Niall westchnął, gdy jego przyjaciel zostawił go samego. Przedtem , dosyć bezpośrednio zaproponował Niallowi, by ten zaproponował Harry’emu spotkanie. Zayn od początku wiedział, co tak naprawdę szykuje się pomiędzy Niallem a Harrym, więc postanowił jakoś urozmaicić życie blondyna, który ostatnio wydawał się strasznie zdołowany.

Niall wiedział, że Zayn chce dla niego dobrze, szczególnie, że gdy ostatnio postanowił „poeksperymentować” z osobnikami tej samej płci, skończyło się to rozcięciem szczęki, gdyż jego „kolega”, nie tolerował ciekawskości Nialla i niezbyt się ucieszył, gdy okazało się, że blondyn ma zamiar tylko spróbować, jak to jest być gejem. Irlandczyk sam nie wiedział, kim tak naprawdę jest, ale to chyba nie było na tyle ważne, by się na poważnie tym przejmować. Miał osoby, które by go akceptowały, obojętnie, czy byłby hetero, homo czy bi. Orientacja nie zmienia człowieka. Tak się mówi.

A teraz, Niall pluł sobie w brodę, że został sam na sam w mieszkaniu z Harrym, który prawdopodobnie spędzi resztę poranka w prysznicu, skoro siedział tam już dziesięć minut. Niall zaczynał się niecierpliwić. Do tego stopnia, że postanowił zrobić sobie kanapki, bo ta mała porcja jajecznicy, którą zafundował mu Louis od rana, nie wystarczała takiemu pochłaniaczowi kalorii, jak Niall. Nie bez powodu, Zayn nazywał go pieszczotliwie „Odkurzacz”.

Akurat, gdy Niall skończył nakładanie na kanapkę setnego dodatku i trzymając ją w dłoni, chciał usiąść przy stoliku, usłyszał dziwny, trochę dziewczęcy pisk. Podniósł wzrok… i jego kanapka wylądowała na podłodze.

Przed blondynem stał kompletnie nagi Harry, krzycząc, jakby zobaczył ducha.

- Boże, ale mnie przestraszyłeś! Myślałem, że pojechałeś z Zaynem! – wyrzucił z siebie z wyrzutem, Harry, krzyżując ręce na klatce piersiowej.

Niall nie potrafił wyksztusić ani słowa. Harry stał przed nim, zupełnie nie przejmując się tym, że nic go nie zakrywa. Jakby to właśnie było normalne.

Bo dla Harry’ego nagość była stałym elementem jego życia. Nie przeszkadzało mu paradowanie tak, jak go pan bóg stworzył, wręcz przeciwnie, lubił ten dziwny rodzaj wolności, który czuł, gdy był nagi. Według niego, ubrania tylko krępują, a prawdziwe „ja” musi być przecież zawsze widoczne.

Na początku nie rozumiał, dlaczego Niall stoi jak słup soli. Dopiero potem zorientował się, że Niall pochłania go wzrokiem, sunąc nawet tam, gdzie nie powinien…

- Przepraszam! – odezwał się Harry, unosząc ręce do góry w geście paniki – Zayn i Ed wiedzą, że ja i ubrania niezbyt się lubimy. Przepraszam, strasznie przepraszam! – i wyszedł do swojego pokoju, gdzie nadal stały nierozpakowane pudła z jego rzeczami, oznakowane „płyty” lub „ksiązki”.

Harry westchnął, patrząc na nie, jednocześnie zakładając sprany t-shirt z napisem „Hipsta Please”, który swoje lata świetności miał wieli temu. Ale mimo wszystko uwielbiał go za to, że czuł się w nim, jak w drugiej skórze. Dobrał bokserki pod kolor spodni i ubrany, ale nadal z mokrymi włosami, wszedł ponownie do kuchni.

Niall zmywał ścierką wielką plamę ketchupu, który wyciekł z jego kanapki, gdy ta zderzyła się z podłogą. Harry chrząknął, by dać mu znać, że wrócił, a ten prawie podskoczył, jak oparzony.

- Tooo… chciałeś czegoś ode mnie? – zapytał niewinnie Harry, zastanawiając się, jak powinien zagrać z Niallem, tak by jednocześnie od razu się nie obnażać, ale także, by nie wyjść na gbura.

Postanowił wybrać opcję pośrednią i uklęknął obok Nialla, który momentalnie zrobił się czerwony, ale nie odsunął się od niego, tylko wbił wzrok w ścierkę, mocno pucując podłogę, chociaż nie było na niej już żadnej plamy po ketchupie. Harry zmrużył fluteryjnie oczy i delikatnie dotknął ręki Nialla, którą trzymał mokry materiał.

Niall otworzył szeroko oczy i spojrzał na Harry’ego, który bawił się w najlepsze samym faktem, że Niall tak na niego reaguje.

- Chciałem zapytać… - Niallowi nagle umknęło z głowy, o co tak naprawdę miał zapytać Harry’ego; tak działała na niego para hipnotyzujących zielonych, tęczówek…- Eee… czy, jeśli chcesz… Yyy… czy masz ochotę… no nie wiem… bym pokazał ci Londyn? Albo moją ulubioną restaurację, Nando’s?... zrozumiem, jeśli nie…

- Z przyjemnością – odezwał się Harry, chcąc zaoszczędzić Niallowi bezsensowego produkowania się. – Możemy przejść się do Nando’s. Lubię jeść.

Niall odetchnął z ulgą. Nie dość, że Harry był przystojny, to do tego uwielbiał jeść. Od razu zyskał w jego oczach, plus dziesięć punktów do seksowności.

- Świetnie, to może jutro? – zaproponował Niall, wstając i pomagając podnieść się Harry’emu.

Pomiędzy ich rękami przeszedł niewidzialny prąd, uderzając ich obu przyjemnym dreszczem.

- Wolałbym dzisiaj – przyznał Harry, drapiąc się w kark – Jutro mam popołudniowe zajęcia na uczelni.

Niall posmutniał. Pewnie dziś Zayn zabierze ich do tego „tolerancyjnego klubu”, gdzie spotykali się ludzi różnych orientacji seksualnych z całego miasta. Jedyne, co Niall zawsze pamiętał to fakt, że było strasznie duszno, drinki należały do najtańszych, a muzyka zawsze była brana z list przebojów. Więc jeśli ktoś lubił się zabawić i nie przeszkadzało mu, że obok całują się dwaj geje lub dwie lesbijki, mógł śmiało wbijać. Jak mówił każdego wieczora, DJ: „Im więcej różnorodności, tym lepiej!”. I tego Niall starał się trzymać.

- Dzisiaj oblewamy coś ważnego – powiedział Niall, uśmiechając się dumnie – Ja i mój kolega Josh będziemy grać dla The Wanted. Znasz ich, nie?

- To ten boysband, nie?

Niall przytaknął energicznie głową.

- Możliwe, że Zayn ci jeszcze o tym nie powiedział, ale pewnie i tak ma zamiar zabrać ciebie i Eda. Im nas więcej, tym lepiej – prawie zacytował slogan klubu, Niall, nadal nie mogąc przestać się szczerzyć.

Harry przekrzywił głowę w bok, nadal natrętnie patrząc na blondyna, co trochę go krępowało. Szczególnie, że te lśniące loki opadły na policzek, idealnie kontrastując z lekko zarumienionymi kościami policzkowymi.

- Czyli jednak dziś się zobaczymy – Harry posłał mu zalotny uśmieszek, a serce Nialla nagle znalazło się gdzieś na wysokości przełyku – to dobrze. Bardzo dobrze. Będziemy przynajmniej mogli… hm… porozmawiać.

W głowie blondyna zaświtała myśl, że Harry umieścił pod kontekst pod słowem „porozmawiać”, ale nie chciał dopowiadać sobie niczego, co potem negatywnie odbiłoby się na ich relacji. Niall od dawna nie miał nikogo (ani dziewczyny, ani chłopaka) kto by się mu podobał. Sam raczej nie zwracał niczyjej uwagi, tym bardziej był, w pewnym stopniu, zaintrygowany faktem, że Harry wyłowił go z szarego tłumu.

Bo przecież taki ktoś, jak Harry pewnie mógł znaleźć sobie kogoś lepszego, niż zwykłego podrzutka, jakim był Niall Horan.

Takie przynajmniej były myśli Nialla, gdy opuszczał mieszkanie, odprowadzany szerokim i olśniewającym uśmiechem Harry’ego.

***


Harry osunął się na ziemię, gdy drzwi zamknęły się za Niallem. Czuł, jak jego ręce drżą i nic nie pomagało – nie potrafił ich uspokoić. Za twardą maską wyluzowanego i flirciarskiego chłopaka skrywało się cos więcej. Strach przed odrzuceniem. Nawet taki ktoś, jak Harry Styles doznał tego nieprzyjemnego uczucia. Myślał, że to miłość… ale się rozczarował. A teraz chciał to sobie wynagrodzić, flirtując z każdym, kto mu się napatoczył.

Na początku myślał, że tylko poderwie Nialla, ewentualnie spędzi z nim kilka nocy i na tym się skończy. Wszystko jednak się zmieniło, gdy wieczorem wrócił z Edem i Zaynem do mieszkania, gdzie wypili po kilku kieliszkach… i dowiedział się wszystkiego o niezdarnym blondynie.

Niall wychowywał się w sierocińcu. Był niechcianym dzieckiem alkoholika.

Harry zamknął oczy, powstrzymując łzy. Niall był taki sam, jak on. Też kiedyś odrzucony na stertę z zepsutymi, nieużywanymi i niechcianymi rzeczami. Więc może obaj byli czegoś warci… razem?

Wstał, chwiejąc się na miękkich nogach. Pokręcił głową z niedowierzaniem, gdy dotarło do niego, że czuje się tak po wizycie Nialla. Niall… jego specjalny płatek śniegu... Nazywał go tak w swoim umyśle, ponieważ jego skóra i włosy prawie zlewały się ze sobą, tworząc dziwną feerię kolorów. Prawie takie same kolory miał pierwszy, świeży śnieg.

Harry uśmiechnął się, gdy zauważył, że uśmiecha się szeroko do swojego odbicia w lustrze. Musiał sprawić, by Niall nareszcie spojrzał na niego, jak na kogoś, kto jest wart pokładania w nim uczuć. Co według Harry’ego, było praktycznie awykonalne.

Ale trzeba spróbować, pomyślał, idąc w stronę swojej szafy.


----------------------------------------------

Wita was Emma kolejnym odcinkiem Narry'ego w ten cholernie męczący i szaro-bury (no chyba, że tylko u mnie jest mgła, że nie widać nawet czubka swojego nosa...) dzień, rozpoczynający naszą cotygodniową harówkę. Nie wiem, jak wy, ale mam już jej dosyć.

W sumie, to chciałabym tylko zaprosić jeszcze na mojego Larry'ego, którego znajdziecie TUTAJ i zapytać... o bardzo ważną rzecz. Dałam książkę do wydawnictwa. Czy byłybyście zainteresowane nabyciem jej? (to jeszcze nic pewnego, tak około grudnia dam znać, czy wypaliło...)

Z mojej strony to wszystko, za tydzień seksooooowny Zathan.

Au revoir, pussies! xx

poniedziałek, 15 października 2012

Rozdział 7



      Zayn zakończył swoją audycję ciepłym pożegnaniem i usiadł wygodniej na obrotowym fotelu. Nie miał ochoty jechać do domu, bo tym razem była kolej Eda na gotowanie, a ten miał do siebie to, że zazwyczaj wymyślał najdziwniejsze dania na świecie. Do Nialla, Josha i Lou też nie chciał, po prostu wolał się nie narzucać. Miał ochotę na kawę, a droga do Starbucks’a nie zajęłaby mu więcej niż dwadzieścia minut na piechotę. Przeciągnął się, głośno ziewając, kiedy do pomieszczenia wpadła Mary.
  
-Zayn przyszedł ktoś do ciebie, ale Daisy nie chciała mi za nic w świecie powiedzieć kto – powiedziała biorąc głęboki wdech, po wyczerpującej podróży windą. – Czeka na ciebie w kawiarni.

  -Dzięki Mary – mulat uśmiechnął się przyjacielsko i spojrzał  na zegarek. – W sumie, to i tak już powinienem się zbierać. – Podniósł się z fotela i chwycił przewieszoną przez oparcie bluzę, po czym zarzucił ją na ramiona. –Jutro audycję prowadzimy wspólnie – przypomniał kobiecie, na co pokiwała tylko głową.

  -Wiem, wiem. Dlatego bądź wcześniej, musimy wszystko obgadać.

Przytaknął. Schował do kieszeni telefon i kluczyki do auta, przechwycił też swoją czapkę z prostym daszkiem, po czym opuścił studio.

W drodze do kawiarni zastanawiał się, kto mógł go odwiedzić. Pierwszy pomysł był taki, że jego matka przyjechała do Londynu, kolejny , że Niall coś od niego chciał, a zgubił w mieszkaniu swój telefon, ale żaden z nich nie wydawał się być wystarczająco dobry. Zbiegł po schodach, manewrując tak, żeby nie wpaść na nikogo. Żegnał się z każdym i życzył miłego dnia. Każdy go tutaj znał. Był najmłodszym pracownikiem, w dodatku wyjątkowo pogodnym w pracy.

Wszedł do radiowej kawiarni, w której było już kilka osób, ale tylko jedna, siedząca tyłem do niego, drobna osóbka była samotna. Zmarszczył brwi i podszedł do chłopaka.

  -Co ty tutaj robisz? – zapytał przybierając standardowy, chłodny ton.

Nathan przygryzł wargę, a kącik jego ust zadrżał.

  -Cześć, Zayn – przywitał się kulturalnie, przez co mulata przeszedł dreszczyk. –Zabieram cię na kawę – oznajmił i podniósł się z niewygodnego, plastikowego krzesła.

  -A co jak ktoś nas zobaczy? – zapytał Zayn.

  -Nie mogę iść z kumplem na kawę? Przestań, tylko po prostu chodź. – Nathan złapał go za ramię, a skóra pod jego dotykiem zaczęła wręcz parzyć.

To samo działo się z dłonią Sykes’a.

Zayn zmierzył wzrokiem drobne ciało chłopaka, był odrobinę niższy od niego i bardzo szczupły. Tym razem wyglądał całkiem inaczej niż na audycji. Nie miał na sobie długiego, rozpiętego swetra, tylko czarną bluzę z napisem „I love PL” i luźniejsze rurki, można by rzec, że ten strój był zdecydowanie lepszy i przede wszystkim… bardziej pociągający.

Szli ulicą, ludzie patrzyli na nich, pokazywali sobie Nathana palcem, ale on zdawał się tego nie zauważać. Od czasu do czasu uśmiechał się do jakiejś osoby, jednak przez większość czasu skupiał się na rozmowie z Zaynem.

  -Nie przeszkadza ci to? – zapytał mulat, po kilku minutach milczenia.

  -Co masz na myśli? – odparł Nath.

  -No wiesz, to, że ludzie patrzą na ciebie jak na kosmitę, że jesteś wiecznie pożądany przez kobiety..

  -Ty też jesteś – wtrącił. – Nie widzisz jak dziewczyny w stacji radiowej na ciebie patrzą, a jeśli chodzi o mnie, to.. przywykłem. – Wzruszył ramionami. – Choć nie powiem, muszę pilnować się z wieloma rzeczami. Gdybym w tej chwili chwycił cię za rękę, jutrzejsze wydanie każdej gazety zawierałoby zdjęcie, a Internet huczałby na ten temat.

Zayn zastanowił się chwilę nad słowami chłopaka, po czym spojrzał na niego zdziwiony. Jego policzki wyglądały, jakby ktoś ozdobił je różem.

  -Czy ty próbujesz ze mną flirtować? – zapytał, a twarz Nathana przybrała odcień dojrzałego pomidora, mimo tego, że serce Zayna biło jak oszalałe, wysilił się na odrobinę życzliwego śmiechu. – Nie powiem, dobrze ci idzie.

Szatyn spojrzał na niego skrępowany, przygryzając wewnętrzną część policzka.

  -Niech zgadnę, nigdy nie flirtowałeś z facetem? – zapytał Zayn, chcąc jeszcze trochę go zawstydzić.

Nathan miał ochotę schować się pod ziemię. – A ty flirtowałeś? – mruknął.

  -Och, każdy gej flirtował kiedyś z facetem, jak nie z każdym , którego spotkał.

Szatyn zatrzymał się w pół kroku, wpatrywał się w Zayna zszokowany. – Jesteś gejem?! – zapytał szeptem, a Zayn wybuchł radosnym śmiechem.

  -Nie kryję się z tym, możesz mówić głośno – uśmiechnął się szeroko.

Nathan nie potrafił ukryć zdziwienia. – Dlaczego mi nie powiedziałeś?

  -Nie pytałeś, a poza tym.. nie było takiej potrzeby.. Bo w końcu taka osoba jak ty, na pewno nie jest innej orientacji. – Wzruszył ramionami.

Chłopak zmarszczył brwi, nie wiedział co ma powiedzieć. Zacisnął usta w wąską kreseczkę, powtarzając w myślach, że to jego wina, że w ogóle powiedział cokolwiek, co skłoniło Zayna do tego wyznania. Zdecydowanie, był skrępowany. Wziął głęboki wdech, zastanawiając się nad zadaniem jednego pytania, ale szybko się wycofał, jednak kolejna fala dotycząca tego samego pytania napłynęła zbyt szybko i już nie zdążył ugryźć się w język.

  -Nie lubisz mnie, prawda?

Jego dłoń powędrowała do lekko rozchylonych ust.

  -Proszę? – odparł Zayn.

Nathan westchnął głośno, nie mógł się już wycofać. – Nie lubisz mnie, chciałbym wiedzieć dlaczego?

  -Nie rozumiem pytania – powiedział brunet, próbując wymigać się od odpowiedzi.

  -Nosz kurwa, Zayn.. Nie rób z siebie idioty. Przecież widzę jak na mnie patrzysz.. Z jakąś dziwną odrazą, ale nie wiem dlaczego i chciałbym, żebyś mi to wyjaśnił.

  -Ja..

Zayn patrzył na Nathana z otwartą buzią. Wcale nie patrzyłem na ciebie z odrazą!, zdawały się wołać jego myśli. Nie był aż takim dupkiem. Podrapał opuszkami palców po zmarszczkach na czole. Sykes wpatrywał się w niego natarczywie, jakby obawiał się, że jeśli spuści go z wzroku, Zayn nagle wyparuje. Nie ułatwiał mu wymyślenia odpowiedniej wymówki.

  -Jestem po prostu uprzedzony do gwiazd – wyszeptał. – A poza tym, nie lubię zespołu w którym grasz.. – Stwierdził, że nie warto oszukiwać.

  -Rozumiem, nie mam ci tego za złe – uśmiechnął się ciepło. – Mogę… Mogę się o coś zapytać?

Zayn uśmiechnął się pod nosem. – Jasne, pytaj.

  -Masz kogoś?

Pokręcił głową. – Nie plączę się w trwałe związki. W moim przypadku, wszystkie próby nawiązania znajomości kończą się na flircie. Jestem zbyt wielkim dziwakiem, żeby ktokolwiek mnie chciał. – Zaśmiał się cicho.

  -Tego już nie rozumiem. – Odparł Nath, chowając ręce do dużej kieszeni, w swojej bluzie – kangurce.

Zapanowała chwila milczenia, podczas której szatyn spojrzał na Zayna, w tym samym momencie, kiedy i on na niego patrzył. Ich spojrzenia spotkały się na moment, przyprawiając Nathana o jeszcze większe zakłopotanie.

  -Nie dziwię się, że nie rozumiesz. Ty masz idealne życie, rodzinę i przede wszystkim.. życie nie kopie cię w dupę na każdym możliwym zakręcie. – Wyjaśnił.

Nathan westchnął. – Tego nie możesz wiedzieć. – Spojrzał prosto w brązowe oczy chłopaka. – To, że jestem sławny, nie oznacza, że zawsze miałem z górki. Moje życie, też nie było wieczną sielanką.

W tej chwili Zayn poczuł wyrzuty sumienia, że powiedział coś takiego, coś czego tak naprawdę nie przemyślał. W sumie, to nie wiedział nic na temat życia Nathana, a oceniał go, jakby go znał.

  -Przepraszam – wyszeptał już po raz kolejny przerywając krępującą ciszę. – Nie powinienem był tego mówić.

Spojrzał na Nathana. Na twarzy szatyna malował się uśmiech. – Nie szkodzi.

Zayn uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając się, co ten dzieciak z nim robi. Kilka dni temu, nawet nie miał ochoty na niego patrzeć, a teraz? Sama jego obecność wywoływała uśmiech na jego twarzy. Mulat pokręcił głową. Nie był taki. Nie zmieniał tak po prostu poglądów, nie zaczynał od tak lubić innych. Rzadko zdarzało mu się w ogóle kogoś polubić, a już w ogóle mężczyznę, w dodatku tak cholernie seksownego. Kurwa, zaklął w głowie, nie możesz tak o nim myśleć!

  -Zayn! – odezwał się głośno Nathan, wytrącając go z zamyślenia.

  -Tak? –Zapytał zdezorientowany.

Szatyn stał kilka kroków od niego, trzymając przed nim otwarte drzwi.

  -Wchodzisz? – zapytał uśmiechając się szeroko.

Zayn spojrzał na niego, jego chłopięcą twarz, na wyprostowaną grzywkę opadającą na jedno oko i ten uśmiech.

  -Jasne – odparł i wszedł do środka, próbując zignorować natarczywy wzrok Nathana, na sobie.

Nie miał pojęcia, co wyniknie z tego spotkania .

      Usiedli w kącie, z dala od spojrzeń ludzi, nie widoczni dla osób przechodzących obok kawiarni. Nathan westchnął i usiadł zadowolony na swoim miejscu. Przychodził tu zawsze, kiedy miał chandrę. Nie przyprowadzał ze sobą nikogo, poza swoim laptopem i ewentualnie kartką i długopisem. Nawet Jay nie wiedział, gdzie bywał Nathan, kiedy nie było go w mieszkaniu; dla Nathana było to dobre rozwiązanie.

  -Często tu bywasz? – zapytał Zayn, opierając łokcie o blat stołu i splatając dłonie na wysokości podbródka.

Nathan przytaknął. – Uwielbiam tą kawiarenkę. – Uśmiechnął się pod nosem.

Co jakiś czas spoglądał na mulata, zaglądał w jego brązowe oczy, chcąc dowiedzieć się co mu w duszy gra. 

------------------------
Trolololoololo ( Cholera Emma! Nauczyłam się tego od Ciebie i teraz cały czas łażę i śpiewam Trolololo! ) XD 
No i mamy Zathana .. Nie wiem dlaczego, ale samo pisanie o tej dwójce sprawia, że się uśmiecham, wy też ? :) 

I na koniec .. muszę jakoś podtrzymać to co ostatnio napisała Emma ! Z liczby obserwatorów wynika, że jest Was co najmniej dwudziestu dwóch czytelników , ale... dlaczego tylko 9 komentarzy? Wiadomo, że to OGROMNA różnica, jeśli liczyć początkowe rozdziały, pod którymi były dwa czy trzy komentarze ;o Naprawdę, zarówno JA jak i EMMA, chciałybyśmy poznać Wasze opinie, na temat tego co piszemy, ponieważ samo zgranie się (choćby na GG) , żeby obgadać co będzie w kolejnych rozdziałach jest cholernie trudne... 

No nic ;) Poza tym, chciałabym Was zaprosić na mojego tumblra, gdzie publikuje moje shoty i (póki co) jedno opowiadanie ;) 

Już w przyszłym tygodniu kolejne bliższe spotkanie z Narry'm ;D