piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział 2



MUSIC



Niall nerwowo przegładził koszulkę, podczas gdy Josh sadowił się przy castingowej perkusji – wydawał się przy tym tak stoicko spokojny, że Niall zaczął mu naprawdę zazdrościć opanowania. Blondyn nigdy nie należał do osób, które łatwo chowają swoje emocje do kieszeni i pozwalają rozumowi przejąć kontrolę. O, nie. Niall denerwował się zawsze i to w takim stopniu, że był bliski schowania się pod stół i pozostania tam do końca swojego życia. Ale, jak to się mówi, do odważnych świat należy.

Tak przynajmniej starał sobie tłumaczyć Niall, gdy przed nimi usadowili się wszyscy członkowie grupy The Wanted wraz ze sztabem ludzi. Chłopak poprawił sobie pasek od gitary, który uciskał go w ramię i chwycił jej gryf, starając się ignorować wielką gulę, rosnącą w gardle. Niestety, przychodziło mu to z trudnością.

- Witajcie – uśmiechnął się rosły mężczyzna, który prawdopodobnie był ich menadżerem – Wy jesteście….?

- Niall Horan i Josh Devine – przedstawił ich Josh, widząc, że Niall nie wykrztusi z siebie nic na tym castingu; zazwyczaj to on musiał odzywać się za dwoje. Przywykł już do tej roli.

Jeden z członków zespołu, ten w kręconych włosach (Jay, podpowiedział umysł Nialla) wziął do ręki podkładkę z przyczepionymi do niej kartkami i zaczął je wertować, jakby rzeczywiście interesowało go to, co jest tam napisane.

Josh też powoli zaczynał się denerwować, szczególnie, gdy widział jak Siva szepcze coś do menadżera; brzmiało to trochę dziecinnie, ale Josh naprawdę widział coś konspiracyjnego w tym szeptaniu. Szczególnie, że nie miał pojęcia, o czym rozmawiają. Napotkał wzrok Nialla, którego brew poruszyła się niebezpiecznie. Oznaczało to tylko jedno – Niall był bliski wyjścia z castingu, płacząc, że nie był wystarczająco silny, by wytrzymać presję. Josh uśmiechnął się krzepiąco, wiedząc, że taka szansa może się nie powtórzyć – gdyby nie spróbowali, potem pluliby sobie w brodę.

- Zaczynajcie – rzekł beznamiętnie Tom, spoglądając na zegar wiszący dokładnie nad głowami Nialla i Josha.

Niall dał znać Joshowi, że zaczyna. Po chwili, mimo drżących palców, zagrał pierwsze akordy. Josh dołączył do niego, uderzając w bębny. Grali niecałe trzy minuty, a Nialla już przepełniała radość. Może jednak nie zawalą tego castingu? Może jednak się uda? Może tym razem…

Niestety Niall nie zdążył dokończyć przepełnionej radością myśli, bo w tym samym czasie, poczuł, że traci grunt pod nogami i uderza pośladkami i plecami o zimną podłogę małej sceny, ustawionej na potrzeby castingu w hali. Rozległy się urywane dźwięki strun gitary, zanim instrument przygniótł Nialla i uderzył pudłem rezonansowym o ziemię. Okazało się, że sprawcą upadku był kabel podłączony do głośnika.

Zdezorientowany Josh jeszcze przed chwilę grał, po czym przestał, widząc, że jego przyjaciel leży na podłodze, a twarz ma wykrzywioną w grymasie bólu. Tak bardzo zaaferował się tym, że…

BUM!

Rozległ się trzask, rozrywający bębenki, gdy Josh przez nieuwagę uderzył za mocno pałeczką w brzeg bębna, przez co malowniczo złamała się na pół, praktycznie na dwie równe części. Jedna z nich (tak, której nie trzymał Josh w swojej ręce) poleciała przez salę, uderzając biednego Nathana prosto w głowę.

Nathan, drzemiący na swoim krześle, obudził się gwałtownie, chwytając się za czoło, które niefortunnie zostało „zaatakowane” przez część pałeczki Josha. Siła uderzenia była na tyle mocna, że Sykes zachybotał się na krześle i z trudem złapał równowagę. Gdy myślał, że wszystko jest już w porządku, ostatni raz wierzgnął nogami w powietrzu i wylądował, wraz z krzesłem na podłodze, przy akompaniamencie śmiechów. Siva wraz z Maxem zwijali się ze śmiechu na swoich krzesłach, Jay wydawał się być zbyt obojętny na wypadek przyjaciela, a Tom uwiesił się na ramieniu menadżera, chichocząc jak opętany.

Josh patrzył na to wszystko, z twarzą czerwoną ze wstydu. Wymienili szybkie spojrzenia z  Niallem, który usiadł, rozmasowując sobie plecy. Głupio wlepili oczy w swoją „widownię” pokładającą się ze śmiechu. Nie wiedzieli jak mają się zachować. Niall wstał, otrzepując się z kurzu.

- Odezwiemy się  -menadżer nie mógł ze śmiechu, tak bardzo, że chłopacy ledwo zrozumieli, co do nich powiedział.

Josh czuł się jak pies z podkulonym ogonem. Poczekał aż Niall odepnie gitarę i ruszyli w stronę drzwi hali. Ally stojąca przed nimi posłała im uśmiech, którego nie byli w stanie nawet odwzajemnić.

- Spierdoliliśmy – warknął Josh, uderzając ręką w twarz.

- Co ty nie powiesz? – odburknął Niall, zapinając do końca futerał swojej gitary.

Josh spojrzał z ukosa na Nialla.

- Ale to nie ja się wyjebałem na scenie.

- Ale to nie ja walnąłem pałeczką Nathana Sykes’a.

Josh westchnął tylko. Wiedział, że tego typu kłótnia nie zaprowadzi ich nigdzie. Wciągnął z kieszeni bilety na metro i podał jeden Niallowi.

- Wracajmy do domu – powiedział, wkładając jedną i pół pałeczki do tylnej kieszeni jeansów – Boję się, co Lou zrobił z naszym mieszkaniem.

- Boję się – odezwał się niepewnie Niall, gdy ruszyli – Że już nie mamy mieszkania. Albo, skoro wysłaliśmy tam Zyana, współlokatora.

***

Gdy dotarli do swojego mieszkania, to, co tam zastali, przerosło ich wszystkie wyobrażenia. Równie dobrze mogliby się teraz rozebrać i wykąpać w pływającej wszędzie pianie, unoszącej się na wodzie. Niall przekroczył próg domu i o mało, co ponownie nie wylądowałby na pośladkach, gdyby nie szybko refleks Josha, który przytrzymał go za ramię. Zdjęli buty i położyli je na komodzie stojącej przy wieszakach na kurtki, by się nie zamoczyły. Podwinęli sobie spodnie i weszli głębiej do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.

Niall zauważył, że Josh był bliski wybuchu, to też od razu postanowił znaleźć Lou i Zayna. Okazało się, że obydwoje ślęczą na kolanach w łazience, próbując wytrzeć wodę z białych kafelek. Zayn mruczał cos pod nosem, a Louis wyglądał tak, jak zwity pies.

Takim też spojrzeniem przywitał swoich współlokatorów, którzy stanęli nad nim z minami morderców. Niall nie był z natury wybuchowy, ale widząc to, co zrobił jego przyjaciel z ich wspólnym mieszkaniem, miał ochotę urwać mu głowę. Dosłownie.

- Masz nam coś do powiedzenia? – Josh starał się nie krzyknąć.

- Przepraszam? – zadał pytanie retorycznie Lou, robiąc najsłodszą (w jego mniemaniu) minkę, na jaka było go stać.

- Gotujesz przez tydzień! – zarekomendował Josh, wskazując palcem Louisa.

- Nieee….  -krzyknął Niall -…eeeeeeeeeeeeeeee…..!  - skończył po chwili, z uśmiechem na ustach.

- Dlaczego nie?  -zrobił smutną minkę Lou, gotowy już wziąć na siebie tą odpowiedzialność.

- Bez obrazy stary… ale ty nie potrafisz gotować – uśmiechnął się przepraszająco Nialler, na co Louis udał, że się obraża.

Josh tylko przewrócił oczami, patrząc, jak ta dwójka zaczyna się kłócić o to, jak to Louis nie potrafi gotować. Jak raz przypalił ryż, jak kurczak nadal był niedopieczony. Czyli norma w tym mieszkaniu.

Niall tak był zajęty wymianą zdań z Lou, że nawet nie zauważył, jak Zayn, cały zły, z lekko oklapniętą fryzurą, wstaje z klęczek ubrudzony wodą z mydlinami na kolanach. Dopiero, gdy dostał mokrą szmatą po twarzy, zrozumiał, dlaczego Zayn jest taki zły.

- Dłużej się nie dało! Ja tu wam podłogę wycieram!

Josh skwitował to śmiechem, a Niall z obrzydzeniem rzucił szmatkę przed siebie, niechcący rozbryzgując wodę na nich wszystkich.

- Ugh, resztę sprzątacie wy! – Zayn wskazał palcem Josha i Nialla.– Ja się zmywam. Muszę się przebrać. I do tego jestem zmęczony. – wyszedł z łazienki, ale obrócił się przy drzwiach i krzyknął – Wisisz mi piwo Nialler! Albo nie… dwa!

I wyszedł, trzaskając drzwiami, zostawiając trójkę przyjaciół z pianą. Louis, korzystając z chwili ciszy, wziął na rękę trochę mydlin i rozsmarował je na twarzy Nialla.

- Widzę, że święta przyszły w tym roku wcześniej! – zaśmiał się, podziwiając efekt swojej pracy; Niall wyglądał, jak Święty Mikołaj.

- Osz ty! – Niall rzucił się żartobliwie na Lou, który poślizgnął się na mokrej podłodze i chwytając się zasłony od prysznica, wylądował w nim tyłkiem.

Josh zgiął się w pół ze śmiechu, opierając się ręką o framugę drzwi. Trzeba było przyznać, że z takimi przyjaciółmi jak Niall i Louis nie dało się nudzić.


-----------------------------

Tram tam tam taaaaaam! Jestem tu z nowym rozdziałem... wiem, że brakuje wam porcji obiecanego Narry'ego, ale spokojnie niedługo się pojawi.... i to jak <3 Ho ho.

NARRY *__* (stary, ale jary!)


piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 1


            
   Promienie słoneczne przebijające się przez szybę nieprzyjemnie paliły go w ramiona i plecy, na których znajdowała się, opinająca ciało, czarna koszulka. Zostało jeszcze kilka minut do zakończenia audycji radiowej, której przewodził. Bezustannie spoglądał na zegarek znajdujący się na jego przegubie, jakby samym wpatrywaniem się w tarczkę z wskazówkami mógł przyspieszyć czas.

 -Zayn, schodzimy – usłyszał głos swojej przełożonej.

Odczekał aż piosenka dobiegnie końca i z udawanym przygnębieniem oznajmił.

  -Mój czas jak zwykle dobiegł końca, życzę Wam miłego dnia. Mówił dla państwa, Zayn Malik.

Zrobił chwilę przerwy i zaraz po tym włączył kolejną piosenkę, odkładając słuchawki na blat biurka.

  -Stało się coś? – zapytał Mary, swojej przełożonej.

Kobieta westchnęła cicho, przez co brunet zmarszczył brwi. Musiało się coś stać.

  -Zayn.. Wiem, że ci się to nie spodoba, ale.. – urwała wpatrując się w swoje palce.

  -Po prostu to powiedz – oznajmił głośno, chyba za głośno, z czego zdał sobie sprawę, kiedy Mary spojrzała na niego karcąco. – Przepraszam. – Wymamrotał spuszczając wzrok.

  -W piątek jest audycja Nathana z The Wanted .. I ty masz mu towarzyszyć – powiedziała na jednym wdechu.

Co?!  Patrzył na niewysoką blondynkę jakby była ostatnią, żywą istotą z populacji ludzkiej. Jej słowa były dla niego niczym naprawdę beznadziejny żart.

  -Nabijasz się ze mnie, prawda?

  -To decyzja szefa. Stwierdził, że Nathan będzie czuł się lepiej w twoim, niżeli w moim towarzystwie. – Wyjaśniła wzruszając ramionami.

Z gardła mulata wyrwał się głośny jęk. Nie mógł uwierzyć, że to jemu trafiło się „niańczenie” jednego z członków znienawidzonego przez siebie zespołu. Podniósł dłoń z zamiarem zanurzenia jej w włosach, ale kiedy zorientował się, że nie może przeczesać ich, przez grubą warstwę lakieru, zmienił zdanie i przesunął opuszkami palców po zmarszczonym czole.
  
-Chyba nie mogę nic na to poradzić. – Westchnął cicho i podniósł się z obrotowego krzesła. – Mam jeszcze coś zrobić, czy jestem wolny? – zapytał.

  -Idź do domu – Mary posłała mu ciepły uśmiech.

   Tego lata, nawet wiecznie zachmurzony Londyn przeszedł samego siebie. Ulice, które dotychczas były bezustannie mokre od deszczu , teraz zalewały fale słonecznego światła. Wesołe promyczki wprawiały każdego w świetny nastrój, każdego oprócz Zayna, którego taka pogoda po prostu irytowała. Nie znosił jeździć autem podczas kiedy słońce świeciło mu na twarz, bo cały czas musiał mrużyć oczy. Denerwowało go to, że czarne cichy, które królowały w jego szafie, przyciągały do siebie promyki, nagrzewając jego skórę. Tłumaczył to brakiem przyzwyczajenia, ale tak naprawdę, po prostu nie znosił słońca. Był osobą z problemami, których nie szło tak łatwo rozwiązać. Kiedy był nie w sosie, zawsze zganiał winę na deszczową pogodę za oknem, ale teraz nie mógł tego zrobić, bo świeciło cholerne słońce!

Z zamyślenia wyrwał go dźwięk dzwonka wydobywający się z prawej kieszeni czarnych rurek. Trzymając jedną ręką kierownicę, drugą sięgnął po telefon i uprzednio sprawdzając kto dzwoni, odebrał.

  -Czego chcesz Horan? – mruknął do słuchawki.

  -Pięknie witasz swojego kumpla – odburknął chłopak po drugiej stronie słuchawki. – Mam sprawę.

Niall był jednym z najlepszych przyjaciół Zayna. Znali się niemalże od zawsze, już jako dzieci bawili się razem w piaskownicy. Jednak czasem ten wiecznie ożywiony blondynek był wyjątkowo natarczywy w stosunku do Zayna, jeśli czegoś potrzebował, zawsze dzwonił do niego.

  -Streszczaj się Niall, bo prowadzę auto – oznajmił mulat.

Przyglądał się uważnie drodze, po której jechał.

  -Przecież ty i tak nigdy nie jeździsz przepisowo. – skomentował chłopak po drugiej stronie słuchawki. – Potrzebujemy z Joshem transport na casting.

Zayn wtrącił się niemalże od razu.

  -Niall, pogięło cię? Wszystko zwaliło się na mnie teraz jak to cholerne pianino w kreskówkach! Jeszcze mam was gdzieś zawieźć? Nie masz swojego auta? –powiedział ostro.

Usłyszał jak Niall wypuszcza powietrze ze świstem. – Jest u mechanika, Zayn zależy nam.

Jasne, pomyślał Zayn przewracając oczami. Był zły, że Niall wyskoczył z tym tak nagle, ale mimo wszystko nie potrafił odmówić przyjacielowi.

  -O której mam być? – zapytał zrezygnowany, a Niall wpadł w szał i pisnął głośno.

  -O czternastej! Dzięki Zayn!

Mulat chciał jeszcze o coś zapytać, ale usłyszał tylko ciche i wyjątkowo irytujące pikanie. Cholerny Niall, pomyślał wzdychając głośno.

   Zdążył tylko wpaść do mieszkania, które przez Eda i jego niechlujstwo, wyglądało jak istny chlew. Ukradł swojemu współlokatorowi błękitną koszulkę, uprzednio upewniając się trzy razy czy jego rudowłosy kumpel jej nie nosił; miał nadzieję, że w niej nie będzie się aż tak bardzo gotował. Telefon w jego kieszeni wibrował bezustannie, a jego skrzynka zasypywana była wiadomościami od Nialla. W końcu Zayn odebrał połączenie.

  -Już wychodzę z domu! – oznajmił i nie czekając na odpowiedź, rozłączył się.

Niall, zapalony gitarzysta dzielił mieszkanie z Joshem, równie zapalonym perkusistą i Louisem, uczącym dzieci tańca, a po godzinach, dorabiającym jako instruktor tańca na rurze. Wszyscy byli na swój, dziwaczny sposób, wyjątkowi i Zayn kochał ich jak braci.

Zatrzymał auto przed kamienicą, w której wynajmowali mieszkanie. Josh stał już w bramie, rozglądając się na około. W prawej dłoni trzymał swoje szczęśliwe pałeczki. Kiedy zauważył samochód Zayna, parkujący po drugiej stronie ulicy, podbiegł do niego najszybciej jak potrafił; byle tylko zająć miejsce z przodu.

  -Jak dziecko – skomentował cicho Zayn, zanim drzwi do samochodu zostały otwarte i Josh wgramolił się na siedzenie, witając się z nim. – A gdzie Horan? – zapytał uśmiechając się szeroko.

  -Szuka butów – odparł szybko chłopak i sięgnął po pas bezpieczeństwa.

Jak na zawołanie w bramie pojawił się Niall, podskakując na jednej nodze z zamiarem wciśnięcia na stopę buta. Blond włosy sterczały w wszystkie możliwe strony. W końcu, udało mu się założyć obuwie i z zadowolonym wyrazem twarzy doczłapał się do auta, co chwilę poprawiając pasek od futerału do gitary. Otworzył drzwi do auta i odłożył instrument na miejsce obok, po czym sam wgramolił się do auta.

  -Cześć Zayn – uśmiechnął się szeroko, w pełni ukazując znajdujący się na zębach aparat ortodontyczny.

Brunet skinął tylko głową. – To jak, gdzie mam was zawieść? – spojrzał pytająco na Josha.

Chłopak prędko podał mu adres budynku, w którym miało się odbyć przesłuchanie.

  -Co z tobą Malik? Wstałeś dzisiaj lewą nogą? I o co do diaska chodzi z tym pianinem? – zapytał Niall, a jego dłoń momentalnie powędrowała do rozwianej czupryny.

  -Niallerku… To była przenośnia! – odparł Zayn kręcąc głową z dezaprobatą. – Jak już mówiłem. Wszystko się teraz na mnie zwaliło..

  -Co dokładniej? Mów jaśniej!

Mulat jęknął głośno. – Ed wymyślił nowego współlokatora, nawet już kogoś znalazł, do tego wylali go z pracy, więc teraz tylko ja będę zarabiał na czynsz.. A najgorsze jest to –jego głos stał się wyjątkowo wysoki. – Że w piątek muszę dotrzymać towarzystwa Nathanowi Sykes’owi, bo ma audycję w moim radiu! – uderzył pięścią w kierownicę.

Był tak zdenerwowany, że nawet nie zauważył jak jego towarzysze wymieniają zdenerwowane spojrzenia.

  -Ale to nie jest twoje radio, Zayn – stwierdził Niall.

  -Zamknij się Horan. – Warknął mulat, wbijając wzrok w jezdnię.

    Na miejsce zajechali dokładnie kilka minut przed rozpoczęciem castingu. Przed dużą halą stał wielki tłum ludzi w różnym wieku.

  -Myślałem, że to jakiś zwykły casting –wymamrotał Zayn kładąc nacisk na słowo „zwykły”. – Do kogo wy macie w ogóle grać ? – zapytał spoglądając na Josha.

Chłopak, po raz pierwszy podczas ich znajomości wydawał się być speszony. Przełknął szybko ślinę.

  -Dladełonted. – powiedział szeptem, ale Zayn zupełnie nic z tego nie zrozumiał.

  -Dla kogo? – powtórzył.

  -Dla The Wanted! – odezwał się głośno i wyraźnie Niall.

Za jakie grzechy?! , przeszło przez myśl Zayna, jednak starał się zachować zimną krew.

  -Mam za wami czekać, czy zadzwonicie jak już skończycie?

Niall uśmiechnął się szeroko. – Nie warto żebyś jeździł w te i we w te, a tak? Przynajmniej nam pokibicujesz! – oznajmił z entuzjazmem.

Zayn westchnął ciężko i nie odezwał się aż do momentu, kiedy wysiedli z auta.

  -I co? Macie czekać na swoją tak długo, aż ci wszyscy nie wystąpią? – zapytał z widocznym rozdrażnieniem.

  -Nie.. Josh ma kontakty. Jakaś jego znajoma jest tutaj i zapisała nas na pierwszy ogień – oznajmił Niall.

Z gardła Zayna wyrwało się westchnienie ulgi.

   Przedostali się tylnim wejściem do środka. Ally (bo, tak się nazywała znajoma Josha) czekała na nich przy drzwiach do pomieszczenia, w którym odbywały się zapisy.

  -Wchodzicie za kilka minut. Zapisałam już wszystkie potrzebne dane. Musicie się tylko podpisać – uśmiechnęła się do nich, posyłając Zaynowi kocie oczko.

Wprowadziła ich do pokoju. Usiadła za swoim biurkiem i podsunęła im pod nos formularze.

  -A teraz pędźcie. Powodzenia.

Zayn uśmiechnął się do nich, byle dodać im otuchy. Zdenerwowani skierowali się ku wyznaczonemu pomieszczeniu, a Zayn za nimi, kiedy rozdzwonił się telefon Josha.

  -Niech to szlag, Josh! Trzeba było wyłączyć to padło!

Szatyn posłał mu spojrzenie, które mogło nawet go zabić i odebrał. Nawet z odległości około półtora metra, Zayn słyszał zrozpaczony głos Louisa.

  -Lou, powoli. Co się stało? – zapytał Josh, nastąpiła chwila ciszy. –Co zrobiłeś?! Zalałeś całą łazienkę?!

  -Co zrobił ?! – ryknął Niall.

  -Jak mogłeś? Wiesz, że mamy już na pieńku z tym facetem od wynajmu! – zamilkł na chwilę, wysłuchując tłumaczenia Louisa. – Gówno mnie to interesuje, że chciałeś się wykąpać! Trzeba było pilnować tej cholernej wanny! – powiedział wkurzony, w dodatku wymachując ręką w kierunku Nialla, który próbował odebrać mu aparat.

Zayn przyglądał się rozwścieczonemu Joshowi i równie mocno wkurzonemu Niallowi z rozbawieniem.

  -Tak, zaraz przyjedziemy! – oznajmił głosem wyższym o co najmniej dwa tony i rozłączył się. – Kod czerwony, chłopaki. Ten dureń zalał całą łazienkę i nie może sobie poradzić. Musimy tam jechać.

Ramiona Nialla wyraźnie opadły, a sama jego postać zmalała w oczach. Zayn jęknął głośno widząc błagający wzrok swojego Irlandzkiego kumpla na sobie. Wcale mu się nie uśmiechało sprzątanie zalanej łazienki, ale doskonale widział jak Niallowi zależy, a poza tym był gotowy zrobić absolutnie wszystko, byle nie spotkać się z tą przeklętą piątką.

  -Dobra! Nie patrz już tak na mnie! Pojadę!

Josh wyciągnął otwartą dłoń w kierunku blondyna, a ten przybił z nim piątkę.

   -Powodzenia, chłopcy – mrugnął do nich i oddalił się w kierunku tylniego wyjścia, jeszcze raz spoglądając na zestresowanych przyjaciół. 

-----------------------------------------------
Teraz to i ja mogę się oficjalnie przywitać, a więc.. WITAM ! Boże już zapomniałam jak to jest zaczynać z nowym blogiem. Rozdział jest trochę dłuższy niż te, które zazwyczaj piszę, ale mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. Podtrzymuję to co ostatnio napisała Emma.. Mam nadzieję, że nasz wspólny blog przypadnie Wam do gustu ;) 

Do następnego rozdziału <3


piątek, 17 sierpnia 2012

Prolog


MUSIC


Czy wiesz, jak to jest, gdy żyjesz, a w następnej chwili modlisz się o to, by jakoś przetrwać? Czy wiesz, jak to jest, gdy nagle całe życie staje ci przed oczami, a ty starasz pogodzić się z tym, że nie zobaczysz osób, które najbardziej kochasz? Czy wiesz… 

… Co mogłoby się stać, gdybyś był w stanie zawrócić czas?

Mówi się, że nic nie dzieje się przez przypadek. Ze po to upadamy, by powstać, jeszcze silniejsi, emanujący pewnością siebie. A co, jeśli upadamy po to… by jeszcze bardziej się stoczyć? By dosięgnąć najbardziej czarnej otchłani, z której nie ma i nigdy nie było wyjścia? Co tak naprawdę nas tam zabiera? Bawiący się życiami ludzi Bóg? A może… czysty przypadek?


Dwójka jadąca autem wcale nie mogła przewidzieć, co się stanie. Blondyn kierował, patrząc skupionym wzrokiem na jezdnię, zaciskając mocno wargi. Siedzący na miejscu obok, Nathan, skubał nerwowo rąbek grubego, zimowego płaszcza, a jego wzrok wydawał się bardzo nieobecny. Martwił się. Nie ma nic gorszego niż strach o osobę, którą się kocha. Niall doskonale o tym wiedział, szczególnie, że dopiero niedawno przyznał się przed sobą, co tak naprawdę czuje. I było mu z tym faktem niezmiernie lekko.

Z nieba padał gęsty i puszysty śnieg, wyglądający identycznie jak w tych wszystkich kreskówkach dla dzieci. Idealnie biały. Po prostu uroczy. Dopiero, gdy patki kładły się na ulicy, tworzyły zimną i ledwo przejezdną warstwę, na której trzeba było uważać. 

Niall ledwo panował nad autem przez zamarznięte ulice, ale zapewnie nawet doświadczy kierowca miał by z tym kłopoty. Niestety, mimo pogody, trzeba było dotrzeć do celu. Blondyn z taką intensywnością myślał o tym, by trzymać się prosto drogi, że nie zauważył nawet, kiedy jego komórka zaczęła wibrować w kieszeni płaszcza.

- Telefon ci dzwoni – odezwał się lekko zachrypniętym głosem Nathan, odgarniając sobie włosy z czoła; chciał dawno temu podciąć grzywkę, ale jakoś nigdy nie starczyło mu na to czasu.

- Hm, co? – zdezorientowany Niall na chwilę przeniósł wzrok z drogi na kolegę.

I ta chwila wystarczyła, by ich życia zawisły niczym nici Mojr, pomiędzy ich nożycami, czekając na jeden ruch bogiń.

- Uważaj! – krzyknął Nathan, wskazując coś palcem, przed maską samochodu.

To był pies. Zwykły przybłęda, wychudzony, patrzący martwymi oczami, pokryty warstewką zamarzającego szronu na sierści. Przypominał trochę wilka, w jakiego zamieniał się Syriusz Black. Takie było pierwsze skojarzenie Nathana, gdy zobaczył zwierzę, utykające na jedną łapę. Zrodziło się w nim coś na miarę współczucia, które jednak przerodziło się w dziwny do opisania gniew, gdy Niall stracił panowanie nad kierownicą.

Za nimi, w oddali jechał jeden samochód. Na chodniku nie szli żadni piesi. Była w końcu dwudziesta trzecia, strasznego, zimowego wieczora. Jak strasznego?

Wiedzieli to tylko Nathan, Niall i dziwny, tajemniczy pies, który ostatnie przed śmiercią, co zobaczył, to dwa, jasne punkty, zmieniające się w reflektory…

A potem dla całej trójki świat zamienił się w jedną wielką czarną dziurę. Czy nie było z niej powrotu… cóż. Na to pytanie chyba nikt nie znał odpowiedzi.

 -------------------------------------------

Tratatata! To znowu ja, Emma, tym razem z prologiem :) Mam nadzieję, że wzbudziłam waszą ciekawość... bo o to tu chodzi! Jestem strasznie podekscytowana, jak odbierzecie nasz blog o bromance, dlatego też byłabym wdzięczna za opinię lub/i pytania na formspring .(adres w zakładce KONTAKT)

To tyle ode mnie. Do następnego tygodnia. xx

sobota, 11 sierpnia 2012

WSTĘP, czyli notka organizacyjna.

Hej!

Z tej strony, Emma. Możecie znać mnie z dwóch opowiadań o One Direction, które piszę #1 i #2 . Razem z moją przyjaciółką Lexie #1 postanowiłyśmy pewnego wieczora, by połączyć nasze talenty, by stworzyć coś zupełnie nowego i zaskakującego. Mam nadzieję, że nasze pomysły wam się spodobają! xx


Tytuł: I promise you I will learn from my mistakes

Autorki: Emma @Pauline__1994 i Lexie (aka Najimi) @LittleLexiex3

Piosenki przewodnie: 

NARRY: Boyce Avenue - Fix You
ZATHAN:  Ron Pope - A Drop In The Ocean

Pairing: Zathan (Zayn Malik i Nathan Sykes) - Lexie ; Narry (Niall Horan i Harry Styles) - Ja.

Występują również: Liam Payne, Louis Tomlinson, Josh Devine, Eleanor Calder, Danielle Peazer, The Wanted, Ed Sheeran.

Opis:

NARRY: Miłość nie wybiera. Miłość jest nieśmiertelna. Potrafi naprawić osobę, która od dawna jest w kawałkach... Tylko pozornie Niall będzie tym, który będzie potrzebował naprawy. Co tak naprawdę znaczy Harry i dlaczego wydaje się być kimś poukładanym... a może... może wcale taki nie jest?

Zathan: Miłość i śmierć... jak niewiele je dzieli. Ale potrafi też połączyć serca po podobnych przeżyciach. Ale czy ta miłość jest wystarczająco silna, by połączyć dwa, teoretycznie odrębne światy?


UWAGA: Rozdziały mogą zawierać treść o intymnych relacjach męsko-męskich. Jeśli jesteś wrażliwy lub nie tolerujesz tego typu relacji, lepiej odpuść sobie lekturę bloga.



PS. Dziękujemy również @daria_jbforever za zrobienie nam nagłówka. xx