piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 17



Z otwartą buzią patrzył na stojącego obok nich chłopaka, zastanawiając się skąd on go, do jasnej cholery, zna.

-Radziłbym zamknąć buzię- usłyszał rozbawiony głos Zayna.

Nathan zaczerwienił się gwałtownie i ponownie spuścił wzrok na swoje dłonie, leżące na stole. Nie lubił takich sytuacji, szczególnie kiedy wzrok wszystkich skupiony był na jego drobnej osobie. Zaczerpnął głośno powietrza i odezwał się cicho.

-Czy my się czasem skądś nie znamy? – poczuł uderzenie gorąca i wiedział doskonale, że chłopcy widzą jego zakłopotanie, co jeszcze bardziej go dobijało.

-Może powiedzą ci coś wakacje w Bristolu, kiedy miałeś sześć, siedem lat – odparł, a Nathan odważył się na niego spojrzeć. Przyjrzał się dokładniej jego dziecięcej twarzy, tym ciemnym włosom rozrzuconym w nieładzie dookoła twarzy i oczom, które iskrzyły niczym gwiazdy.

Jego wspomnienia śmigały w umyśle; czuł się, jakby oglądał magiczny album, w którym zdjęcia są ruchome zupełnie jak Harrym Potterze. Trudno było przekopać się przez tyle lat, ale w końcu udało mu się. Przecież.. to był George, ten George, z którym spędzał wakacje niemal co roku. Kiedy skończył sześć lat, jego mama w końcu pozwoliła mu pojechać na dwa tygodnie do babci. Od tego czasu, kiedy tylko miał wolne, jeździł do Bristolu, żeby móc spędzić czas z poznanym tam chłopcem, który z czasem stał się mu bardzo bliski i to był właśnie on, stał przed nim i uśmiechał się szeroko. Nathan nie wiedział co powiedzieć.

-Boże – jęknął cicho. – To.. ty – zdołał wymamrotać, a Zayn skomentował to cichym śmiechem. – Wiedziałeś? – zapytał Zayna, na co ten, tylko pokiwał głową. – Jeny, aleś ty wyrósł! – zawołał i poniósł się z krzesła.

George zaśmiał się cicho i rozłożył ręce w zapraszającym geście. Nathan z szerokim uśmiechem, przylgnął do piersi młodszego chłopaka. Odsunął się od niego szybko, czując jak jego policzki zachodzą rumieńcem. Minął czas, kiedy lubił być w pobliżu ludzi i kiedy nie miał nic przeciwko tego typu zbliżeniom. Nie odzywając się usiadł na swoim miejscu. Widział, że Zayn przygląda mu się uważnie, jakby badał reakcje Nathana.

-Przyniesiesz na razie po kawie? – zapytał Zayn, a George tylko przytaknął i oddalił się, wesoło pogwizdując.

Przez chwilę panowała cisza, podczas kiedy Nathan próbował się pozbierać.

-Wisisz mi wyjaśnienia – burknął w końcu, patrząc na Zayna z wyrzutem. – Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?!

-Bo.. George nie chciał, żebyś cokolwiek wiedział. Kiedy tylko dowiedział się, że widziano mnie w twoim towarzystwie, przy pierwszej możliwej okazji poprosił, żebyśmy tu przyszli. Chciał sprawdzić czy go jeszcze pamiętasz, ale nie wiem czy to był taki dobry pomysł – pokręcił nosem.

Nathan złapał się na tym, że wpatrywał się w usta Zayna, podobał mu się sposób, w jaki Zayn układał wargi, kiedy mówił. Czuł coś dziwnego, kiedy Zayn uśmiechał się, patrząc na niego, coś jakby zawroty głowy. Nie wiedział czy powinien cieszyć się z tego powodu, w końcu nie znał uczuć Zayna i nie wiedział co ten tak naprawdę od niego oczekuje. Owszem, powiedział, że chce go poznać, ale czy to mogła być deklaracja?

-Dlaczego? – zapytał zdziwiony, nie wiedział, dlaczego miałoby to być złym pomysłem. Przecież.. przecież znał George’a od kiedy był mały. Jakie nieprzyjemności mogły się wiązać z jego osobą?

Zayn uśmiechnął się i pokręcił tylko głową. Nathan przez kilka minut wpatrywał się w jego twarz, mając nadzieję, że uzyska odpowiedź. Jednak Zayn chyba nie miał zamiaru wyjaśnić mu o co chodzi.

*

Nie chciał mu nic mówić i miał do tego prawo. Nathan nie potrafił tak jak on wyczuć osobowości drugiej osoby, nawet jeśli znał ją bardzo długo. Znajomość  Zayna z George’m trwała niecały rok i zdążył on już zauważyć, że George był gejem. A Nathan? Nathan był niewinnym chłopcem uwięzionym w ciele mężczyzny. Jego oczy bacznie obserwowały wszystko dookoła, co niesamowicie przypominało mu Louisa. Oboje z równym zainteresowaniem przyglądali się światu, ale Nathan.. Z gardła Zayna wyrwało się ciche westchnienie.

Nathan był osobą, którą wszyscy dookoła pragnęli się zająć. A w szczególności on, Zayn pragnął być zawsze blisko niego, żeby móc w każdej chwili go obronić przed każdym niebezpieczeństwem. Mógł trzymać go w ramionach i nigdy nie puszczać, bojąc się, że coś może mu się stać.

I nagle Zayn uświadomił sobie coś, od czego tak długo uciekał, czego tak bardzo się obawiał od czasu Jake’a. On się  troszczył, bynajmniej próbował to robić, chociaż nie był tego świadomy. Po prostu obecność Nathana sprawiała, że czuł się za niego odpowiedzialny.

A on wcale tego nie chciał.

-Zayn.. zamyśliłeś się – usłyszał głos Nathana.

Podniósł wzrok na chłopaka, który siedział naprzeciwko niego. Uśmiechnął się przepraszająco i potarł zaciśniętą pięścią swoje oczy. Bał się wyznać swoich uczuć, bał się odrzucenia i powtórki sprzed kilku lat. Nie chciał znowu się przejechać.

-Przepraszam, ale uświadomiłem sobie coś.. – przełknął ślinę, kiedy Nathan z zaciekawieniem wpatrywał się w niego, czekając aż Zayn powie mu coś więcej. – Zdałem sobie sprawę, że się o ciebie troszczę.. i że mi na tobie zależy.

Przez moment zapadła cisza, której nie umieli przerwać. Zayn patrzył się wprost w lśniące oczy chłopaka. Wydawał się być.. szczęśliwy i odrobinkę zawstydzony. Jego policzki pokrywał cudowny róż, który Zaynowi wydawał się być cholernie uroczy. Sięgnął po jego rękę i potarł ją delikatnie kciukiem.

Nathan przygryzł wargę, jakby zastanawiając się czy może cokolwiek powiedzieć, żeby nie zburzyć tej chwili, choć Zayn oczekiwał od niego jakiejkolwiek reakcji. Modlił się do swojego Boga, żeby tylko powiedział, że czuje to samo.

-Nie wiem czy potrafię się o kogokolwiek troszczyć.. – Zayn poczuł jak po jego plecach wędrują nieprzyjemne dreszcze, a jego wnętrzności zawiązują się w supeł. – ale wiem, że przy tobie czuje się inaczej. Nie potrafię pozbierać myśli, nie umiem skupić się na niczym innym poza twoją osobą – uśmiechnął się delikatnie, a Zayn zdał sobie sprawę, że przestał oddychać. Wypuścił powietrze ze świstem. – Mogę się o coś zapytać? – Mulat przytaknął. – Chciałbym wiedzieć.. chciałbym wiedzieć dlaczego tak często zmienia się twój humor, dlaczego zachowujesz się jakbyś chciał odepchnąć wszystkich?

Wszystkie mięśnie Zayna napięły się gwałtownie, a on sam cofnął rękę, którą jeszcze przed chwilą ujmował dłoń Nathana. Widział strach, który przez moment przemknął przez twarz chłopaka, ale to nie nic zmieniało. Nikt nie miał prawa o to pytać.

-Nie twoja sprawa – burknął tylko.

-Ale… - Nathan widocznie nie chciał się poddać.

-Powiedziałem. Że. To. Nie. Twój. Zasrany. Interes. – Warknął i podniósł się gwałtownie z miejsca. Rzucił ostatnie spojrzenie na chłopaka i szybkim krokiem ruszył w kierunku wyjścia, modląc się, żeby Nathan za nim nie ruszył.

*


Wiedział, że nie może pozwolić mu uciec. Zerwał się na równe nogi i pobiegł za nim, z nadzieją, że złapie go, zanim ten zdąży wyjść z lokalu. Wpadł do ciemnego przedsionka, gdzie jakiś czas temu wymieniali się śliną. I już chciał przekląć siarczyście, jednak zdał sobie sprawę, że Zayn nie wyszedł. Opierał się o ścianę z zamkniętymi oczami i Nathanowi wydawało się, że próbuje się uspokoić.

Mimo rosnącego strachu podszedł do niego. Czuł, że Zayn jest równie mocno przestraszony co on. Z pewnym wahaniem ujął jego twarz w dłonie.

-Zayn, jeśli nie chcesz, nie musisz nic mówić. Nie będę cię do tego zmuszał. – Wyszeptał. – Zayn, spójrz na mnie. – Poprosił i poczuł niesamowitą ulgę, kiedy powieki Zayna rozchyliły się, odkrywając jego cudowne oczy. – Przepraszam za to, że tak naciskałem i obiecuję, że to już się więcej nie powtórzy. Jeśli będziesz chciał mi coś powiedzieć, wysłucham cię, ale jeśli nie, zrozumiem i nie będę nic od ciebie wyciągał.

Zayn skinął głową i wypuścił powietrze z ust, które owiało twarz Nathana cudownym, miętowym zapachem. Uśmiechnął się delikatnie i zamarł, kiedy usta Zayna naparły na jego drobne wargi. Ułamek sekundy, zajęło mi zorientowanie się, co się dzieje. Odwzajemnił pieszczotę, czując jak w jego brzuchu rozpętuje się tornado, które wywołała bliskość Zayna.

-Dziękuję – wyszeptał po chwili Zayn, chowając twarz w zgięciu szyi Nathana. 


_______________________________________
Boże ! Przepraszam Was za takie opóźnienie! Nawet nie zauważyłam kiedy ten czas minął! Próbowałam przez cały tydzień napisać ten rozdział, ale albo nie miałam czasu, albo siedziałam bezmyślnie przed pustą kartką w Wordzie.

Mam nadzieję, że wybaczycie mi to :) 

Love ya!



wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział 16





MUSIC



Stał przed lustrem, przygładzając każdą niewidoczną zmarszczkę i zastanawiając się, kiedy Niall w końcu przybędzie. Spóźniał się już pięć minut. Pięć minut! Harry dosłownie wychodził z siebie i mógłby przysiąc, że potrafiłby zaraz wyjść i stanąć obok siebie. Chodził niespokojnie po mieszkaniu jakąś godzinę przed umówioną godziną, dosłownie chodząc po ścianach.

Harry się denerwował.

Taka była prawda i chociaż boski Harry Styles miał przecież doświadczenie w chodzeniu na randki i innych rzeczach (można się domyślić, jakich), ale jeszcze nigdy nie umówił się z kimś, kto był dla niego tak ważny. Co prawda pocałował Nialla tylko raz (i jeszcze do tego poszedł go przeprosić, co mu się nigdy nie zdarzało), ale gdy to zrobił… poczuł coś więcej, niż dotychczas.

Harry należał do tego typu ludzi, którzy udają, że się nie przejmują. Tak udają. Bo tak naprawdę Harry w głębi duszy wiedział, że wszystko, co dotychczas robił, było po prostu złe. Wykorzystywał każdą sytuację, całował kogo popadnie, ba nawet sypiał z kim popadnie  - byle tylko poczuć się w pewnym sensie „lepiej”. Nie można było przecież posądzać Harry’ego o brak pewności siebie! Przecież wręcz nią emanował!

No tak, rzeczywiście. Harry Styles emanował pewnością siebie. Odstawiał szopkę, której scenariusz znał na pamięć; grał ją nieprzerwanie od wielu lat. Jednak nagle zjawił się nowy aktor, któremu nie podobały się jego kwestie i grał tak, jak mu się podobało. Nie chciał, by ciągnęto go za sznurki. Był niezależny.

I w tym niezależnym aktorze zadurzył się - lekko! (jak sobie wmawiał) – Harry. Niall był jego całkowitym przeciwieństwem – rozgadany, czasami lekkomyślny, rzadko opanowany. Może dlatego Harry się zafascynował? Przeciwieństwa się przyciągają…

- Przeprasować ci ją jeszcze raz? – Harry usłyszał wesoły głos Ed’a, który zbierał się do pracy w sklepie muzycznym.

Harry wytknął mu język jak rozwydrzony pięciolatek i narzucił na koszulę swoją ulubioną kurtkę, która tak bardzo podobała się Niall’owi. Ją również przygładził, chociaż była ze skóry, z pokrytym kożuszkiem, kołnierzem.

- Jesteś taki uczynny Ed, jak zawsze zresztą – rzekł ironicznie Harry, uchylając się przed ręką swojego rudowłosego współlokatora, który miał zamiar zrobił z jego misternie ułożonych włosów jesień średniowiecza. (tak naprawdę bardzo się nad nimi nie napracował, jak zwykle, ale wolał udawać, że dziwnie kierunki w jakich sterczały, były wyłącznie jego dziełem.)

- Wiem, staram się – Ed parsknął śmiechem, zawiązując swoje czerwone converse’y – Tylko nie zapomnij do mnie zadzwonić, by zrelacjonować swoją randkę! Czasami uważam, że jestem jednym hetero gościem w tej szalonej paczce…

- Jest jeszcze Josh – przypomniał mu Harry, po raz kolejny mierzwiąc sobie włosy.

Ed machnął ręką.

- On jest takie homo-niewiadomo – powiedział, tonem znawcy. – Na twoim miejscu uważałbym na tyłek!

- Oho, widać, że mamy tu eksperta od seksualności! – Harry uderzył Ed’a w ramię, gdy ten się wyprostował. – Ustawiajmy się w kolejkach!

Ed spojrzał na niego spode łba, masując ramię.

- Idź na randkę, zanim się nie rozmyślę i ci nie oddam – pogroził mu Ed, wkładając kurtkę i skupiając się na zapinaniu jej.

Harry przewrócił oczami dokładnie w tym samym momencie kiedy jego komórka zaczęła wygrywać: Sweet Disposition. Odebrał czym prędzej, widząc literki układające się w znane mu imię.

- Tak?

- Harry? Hej! Jestem już pod twoim domem.

- Już schodzę – powiedział pospiesznie Harry, po czym szybko wepchnął swoje duże stopy w buty i włożył do kieszeni wszystkie potrzebne rzeczy: portfel, komórkę, gumę do żucia i kluczyki od domu.

- Kop na szczęście, Romeo! – Ed prawie kopnął Harry’ego w cztery litery.

- Chybiłeś! – krzyknął Harry z klatki schodowej i pognał do Nialla z szybko bijącym sercem.

Zamaszyście zamknął za sobą drzwi do jego auta i odetchnął głęboko, widząc obok siebie uśmiechniętą twarz Niall’a. Harry czuł się znowu nastolatkiem, a nie starym i zgrzybiałym facetem. Przy Niall’u był znowu… cóż… sobą.

Widział, jak Niall lustruje go od góry do dołu i uśmiecha się, widząc skórzaną kurtkę. Sam miał na sobie sweter z dekoltem w serek, podkreślający kolor jego oczu, zwykłe jeansy, vansy i rozpiętą białą, puchową kurtkę, chociaż wcale nie było tak zimno. Jego policzki „przyozdobił” uroczy róż, a oczy błyszczały, jakby właśnie wygrał los na loterii.

Według Nialla, który dawno temu stracił wyobrażenie o jakimś trwałym związku, ta randka z Harrym była niczym błyskawica oświetlająca granatowe niebo. Nie, żeby uważał Harry’ego za swoją ostatnią deskę ratunkową – podobał mu się… i to właśnie było to. Jeszcze żaden chłopak nie podobał mu się tak, jak Harry. Może to przez te zielone oczy, lśniące, kręcone włosy lub po prostu dołeczki… Harry wydawał się Niall’owi raczej marą senną, niż rzeczywistym chłopakiem.

- Hej – odezwali się jednocześnie i wybuchli śmiechem.

- Czyli do muzeum figur woskowych? – zapytał Harry, zapinając pasy.

- Będzie zabawnie, zobaczysz – zaczął go przekonywać Niall – Byłem tam chyba z trzy razy! Najlepsza i tak jest przejażdżka kolejką!

Niall był tak bardzo podekscytowany, że wywołał delikatny uśmiech na twarzy Harry’ego. Niall według niego, cieszył się praktycznie z każdej rzeczy… ale to dobrze. Przynajmniej nie był takim chorym pesymistą jak Harry.

- Nie lubię kolejek – przyznał Harry, przypominając sobie o swojej ostatniej przejażdżce – Jechałem kiedyś z moją starszą siostrą, Gemmą, bo zaciągnęła mnie siłą… i powiedzmy, że jej szorty, nie wiadomo jak, z białych zmieniły się w zielone!

Niall zaśmiał się radośnie, skręcając bardziej ostro, niż powinien. Harry zanotował sobie, by uważać, gdy następnym razem będzie wsiadał do auta, kierowanego przez Irlandczyka.

- Ja na szczęście mam ciemne spodnie, więc raczej nie będzie tak źle – zachichotał Niall, włączając radio.

Już chciał zmienić stację, gdy nagle Harry rozpoznał piosenkę, która leciała:

- Czekaj, zostaw! – i zaczął nucić jakiegoś smęta, śpiewanego przez ich rodzimy boyband.

- Naprawdę tego słuchasz? – zdziwił się Niall.

Harry pokręcił głową.

- Nie, zwykle nie, ale ta jakoś mi wpadła w ucho – odpowiedział, dołączając do wokalistów w refrenie – I won’t let this little things slip out of my mouth, but if it’s you…

Niall skrzywił się.

- Kolejna kiepska ballada – skomentował, za co został uderzony przez Harry’ego w ramię.

-… And I’m in love with you and all these little things – zakończył Harry, patrząc na Niall’a, który z powrotem zaczął patrzeć na drogę; Harry nie mógł nie zuważyć rumieńca, wkradającego się na jego policzki.

Niall odchrząknął i poinformował Harry’ego, że już są na miejscu. Po tym, jak odstali swoje dwadzieścia minut w gigantycznej (jak zawsze) kolejce, rozmawiając przy tym żywo i żartując sobie ze wszystkiego, weszli do środka,  nadal niezbyt zwracając uwagę na otaczający ich świat, jakby wykreowali sobie własny, wokół siebie.


Gdy przeszli do pierwszej sali, Harry od razu stanął przy jednej z gwiazd i udawał, że chwyta ją za cycki. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby to była… kobieta. Harry zachichotał, gdy dwie dwunastolatki posłały mu pełne odrazy spojrzenie, po tym, jak skończył macać Davida Beckhama. Niall natomiast stało obok i robił zdjęcia, jak sonie tłumaczył, dla potomnych.


Nic nadzwyczajnego nie stało się przez te półtorej godziny, podczas której stawali obok gwiazd, sportowców, zmyślonych postaci i robili sobie śmieszne zdjęcia; pomijając oczywiście fakt, że Niall, próbując uchwycić całego Harry’ego, obok Britney Spears -  której wkładał język do ucha - potknął się i uderzył o kogoś. Zaczął przepraszać, by dopiero po minucie zorientować się, że gada do… woskowej figury Christiny Aguilery!

 
Następnie, gdy wyszli z muzeum, udali się do Nando’s (gdyż Niall tak bardzo błagał, że Harry nie miał serca mu odmawiać), gdzie zjedli naprawdę świetną kolację. Siedząc tam, rozmawiali jak nigdy dotąd – o tym, co ich smuci, co lubią, a czego nie. Jakby poznawali się na nowo, jakby nie było ich wspólnej przeszłości, tylko teraźniejszość.

Podobno nie da się wymazać pierwszego wspomnienia o danej osobie; pozostaje w nas już na zawsze. Ale Niall i Harry potrafili jakoś, mimo tego, odnaleźć swoje lepsze strony, światło zaczynało padać tam, gdzie powinno. Harry zapomniał o tym, kim był – kobieciarzem, facetem bez serca; Niall zapomniał, czego się bał – że zostanie sam, odrzucony.

Razem postanowili, że będą nowymi ludźmi, w ciszy swoich dusz.

***

- Wiesz, ja nadal nie rozumiem, jak można w siebie tyle wpakować – Harry szedł z Niall’em w stronę swojego mieszkania.

- Po prostu… jesz! – słowa Niall’a sprawiły, że Harry zaśmiał się głośno.

Najgorszy był czas pożegnania. Żaden z nich nie wiedział, co powiedzieć, ani czy to, co ma poukładane w głowie jest odpowiednie. Dlatego gdy stanęli przed drzwiami, zamilkli nagle, jakby jakaś niewidzialna siła zasznurowała im usta i zrobiła z języków malowniczo wyglądające supły.

Niall wiedział, co chce zrobić – pocałować Harry’ego, ale nie namiętnie, czy przygryzając mu wargę, nie. Tak po prostu, by nareszcie poczuć jego smak, jego miękkość i ciepło. Tylko to wypełniało umysł Niall’owi, gdy patrzył na spierzchnięte od zimna usta Harry’ego, który oddychał niespokojnie. Jego serce musiało bić nie wolniej niż Niall’a.

Blondyn przełknął ślinę i dodał sobie otuchy – jeśli teraz nie wyjdzie, to już nigdy! Już przybliżał się do usta Harry’ego i nie otrzymał żadnego gestu czy słowa sprzeciwu, gdy nagle…

BUM!

- A co tu za miziankowe orgie się odprawia, drodzy panowie? Nie jesteście w prywatnej sypialni, tylko na publicznej drodze, publicznej! A wiecie co to oznacza? To, że mogę teraz zadzwonić po policję, że uprawiacie seks na chodniku, od co! Harruś, wracaj do domku, już zaraz ja sobie z tobą porozmawiam!

Kąciki ust Harry’ego uniosły się lekko, gdy nadal stali tak z Niallem, zmrożeni „ostrymi” słowami Ed’a. Gdy podniósł wzrok tak, że jego zielone tęczówki spotkały niebieskie oczy Nialla, szepnął tylko:

- Dobranoc.

I delikatnie, jakby dotykał motyla, pocałował jego wargi.

Niall myślał, że zaraz zemdleje, ale wolał najpierw dojść do swojego auta, by nie robić z siebie pośmiewiska. To!... to było coś zupełnie innego… coś…

Coś do czego mógłbym się przyzwyczaić, stwierdził, zanim potknął się o wystający kamień.


 --------------------------------------

Przepraszam, za opóźnienie, nie wyrabiam :(

Ale Narry jest pierwsza klasa! Hhaha #WrodzonaSkromność

Nie będę się rozpisywać, bo nie ma nad czym, na pocieszenie mam aż DWA gify z Narrym, enjoy:

 DO ZOBACZENIA ZA DWA TYGODNIE! XXX CHEERS! (ukradłę "cheers" od mojej @_TheSimpsonizer LOL)